The Importance of Being Earnest

Tak jak zapowiadałem – tournee po Waszych rekomendacjach, bo dla mnie to jest istotna część czelendżu.

Wszystko fajnie, głównie to zastanawiałem się, czemu /dudu to polecał. Czyżby dobre wspomnienia z dzieciństwa? Było zabawnie, było cute, były zwroty akcji, puny i inne heheszki rodzaju wszelakiego. Trochę pffft womenowania ale nie jakoś bardzo dużo. Mistrzowski dialog między panienkami na wydaniu (THAT BITCH!)
8/10, bo jakiegoś większego przekazu w tym nie widziałem, ale krótkie, zgrabne i zabawne.

Look who’s back

Ileż zmarnowanego potencjału! Pierwsze tercja książki to heheszek ostateczny; nie śmiałem się tyle przy książce od Undermajordomo Minor. Widzę też, w co celował autor – zacząć od heheszków, potem stopniowo przeradzać się w smutną refleksje na temat społeczeństwa zachodniego, gdzie “medialne osobowości” mogą mówić co chcą, dopóki zapewnia im to oglądalność i sympatie społeczeństwa. Końcówka może też być uznawana za przestrogę –
uważajcie, mówi autor, bo to się może zdarzyć znowu!

Niestety, jego wizja jest zupełnie nieprzekonywująca. Nawet jeśli, jakimś cudem, Hitler mógłby zostać potraktowany jako dowcipniś, to nie znaczy, że zostanie zaakceptowany jako polityk. Nie twierdzę, że nazizm nie może powrócić, w żadnym wypadku! Ale nie takimi metodami ani retoryką. Dzisiejsza prawica nie krzyczy “precz z imigrantami bo będą psuli naszą rasę poprzez mieszanie się”, tylko “precz z imigrantami bo trzeba na nich wydawać mnóstwo pieniędzy i robią rozboje i będą gwałcić itd.) Wrażliwość społeczna narodów zachodu urosła na tyle, że nawet jeśli ktoś jest niechętny obcym, to nie przyzna tego otwarcie, a hitler w takim środowisku nie ma większych szans na poparcie.

Niestety, nie dysponuję dobrymi odpowiedziami: nie wiem co zrobić, żeby takie drugie przyjście Hitlera przedstawić jako wiarygodnie skuteczne. Wizja jest jednak na tyle zabawna i ciekawa, że z chęcią przeczytam kolejne podejście pisarzy do tego tematu. Tutaj mamy porażkę, ale ze względu na niewiarygodnie śmieszne wprowadzenie daję 7/10 na zachętę😉

Shogun

BANZAAAAIIIIIIII!
RACH-CIACH!
HASAKI!

No, już.
James Clawell, po Królu Szczurów miałeś moją ciekawość – teraz masz moją uwagę! Kolejna epicka historia, tym razem dużo mniej osadzona w realiach, ale nie mniej fascynująca. Mimo 400 lat różnicy pokrywa się co najmniej jedna oś fabuły – konfrontacja zachodniego i japońskiego sposobu życia i myślenia o świecie.

O ile jednak w Królu był to wątek poboczny, to w Szogunie jest on absolutnie najważniejszy. Zawiłe intrygi, zwroty akcji są tu środkami ekspresji tych różnic. Blackthorne jest katalizatorem, który te różnice wydobywa, a jego rozterki kanałem, przez który autor o nich opowiada.

Głównym bohaterem jest dla mnie jednak Toranaga. To w jego kierunku splatają się wszystkie wątki, to on jest istotą władcy doskonałego, któremu hołd zdaje się składać sam Clawell: cierpliwy, silny, rozumiejący swoich ludzi, świadomy swoich sił i słabości. Nie sposób nie być zainspirowanym jego sposobem rządzenia: ukrywa on to, co wie i to, co myśli, żeby wydobyć od poddanych ich prawdziwe sądy i zmusić do formułowania własnych opinii.

Bardzo byłem wzburzony początkiem, zajarany środkiem i zaskoczony zakończeniem. Ta książka miała wszystko – 10/10

Code book

Od jakiegoś już czasu chciałem partycypować w hajpie, który Kasia ma na punkcie krypto (po części jest to nostalgia, pamiętam jeszcze czasy, gdy w zasadzie sam nie miałem żadnego pomysłu na to, czym się interesować, za to bardzo łatwo zapalałem się pomysłami innych). Sięgnąłem więc po code booka, bo wydawał się być przystępny i napisany w stylu anekdotkowo-heheszkowym.

Moja dotychczasowa znajomość kryptografii ograniczała się w zasadzie wyłącznie do analizy częstości, ale nawet tutaj dowiedziałem się wielu rzeczy o tym, jak próbowano sobie radzić z tym podejściem, mnóstwo o praktycznych zasadach implementacji etc.

Część z enigmą bardzo mnie wymęczyła. Dużo detali dotyczących tego, jak ta maszyna działała, mało algorytmiki – bleh.

Końcówka znowu magiczna. Po pierwsze, niejako mimochodem, dowiedziałem się, jak działają komputery kwantowe. Po drugie, w końcu rozumiem do czego są moje klucze ssh😀 (prywatny i publiczny). Wreszcie, kwantowe kodowanie było bardzo pouczające. Do tego szczypta dyskusji o prawach człowieka/prywatności etc.

Ostatecznie, mimo niespecjalnie soczystych anekdotek i nudnej części o enigmie daję tej książce 8/10

Trigger warning

Po ostatniej książce Gainmana byłem bardzo zawiedziony, ale ze wględu na renomę autora postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę.

Nie zawiodłem się. Zacznę od jedynej wady, żeby mieć już to z głowy: co to za debilny tytuł? I potem we wstępie tłumaczenie się “ojoj uważajcie, bo w opowiadaniach może być coś, po czym zrobi się Wam smutno”. Dla kogo to pisane, Trigglypuffa z tumblr? Trochę żałosne to było :S

Za to opowiadanka jako takie naprawdę miodzio. Wariacje na znane tematy, mnóstwo referensów, które byłem w stanie złapać, w związku z czym bawiłem się przednio. Bogactwo gatunków i chwytów literackich. Większość bez jakiejś wielkiej głębi, dlatego nie będę się produkował nad interpretacją, ale za to oryginalnie i iskrą geniuszu.

Mocne 8/10, polecam.

 

Pan Lodowego Ogrodu

NOT BAD, NOT BAD.

Przyznam, że generalnie średnio jestem przekonany do polskiej fantasy, ale też dawno nie próbowałem niczego, więc postanowiłem dać Jarkowi szansę.

Nie byłem zawiedziony. Mimo kilku poważnych wad czytało mi się bardzo przyjemnie, ciężko się oderwać od tej historii napakowanej akcją, magią, technologią i fińskimi przekleństwami.

Fabuła nieoczywista, żadnych tam poszukiwaczy przygód w tawernach i innych bzdur tego typu. Są intrygi i zwroty akcji, ale bez takich absurdów jak w GoT, nie wywracałem oczami co 5 sekund.

Sceny walki bardzo różnorodne, nie jest to cięcie, parada i półobrót we wszystkich możliwych kombinacjach i przypadkach. Co prawda autor nieco się zagalopował miejscami (komandos stosujący w bitwach aikido, LUL), ale dzięki temu każde starcie przynosiło coś nowego i nie nudziło mi się. Różnorodność jeszcze bardziej poprawiła się dzięki umiejętnemu zastosowaniu “zmiany skillseta” i progresji w używaniu magii. Duży plus i rzadkość.

Heheszki! Humor dosyć podobny do wiedźmina, może trochę bardziej w kierunku “lol wtf it’s happening here”. Czasem build-up był nieco przydługawy i na siłę, ale nawet wtedy zwykle kciuk do góry za próbę.

Nie bardzo wiem jak ocenić wątek/przesłanie filozoficzne. Jest tu dosyć mocny wjazd na to, co zwykle nazywamy lewactwem. Z jednej strony trochę to pachnie Ayn Rand, ale w sumie motyw z małymi potworkami fajny. Niech będzie, że mały plus.

Główną wadą książki są postacie. Dzielą się one na dobre i złe i to by bylo na tyle. Pojawiają się momentami moralne dylematy, ale najczęściej rozwiązują się one same, bez potrzeby utrudniania życia biednym bohaterom.

Kobiety są zaś szczególnie zabawne. Ja rozumiem, głównie chłopaki w wieku 15-35 lat będą to czytać, ale czy naprawdę KAŻDA laska musi być napalona na jednego z dwóch głównych bohaterów? No prośba. Do tego dochodzi oczywiście standardowe “on nie chciał, ale ona przyszła i go ‘zgwałciła'”… i tak za każdym razem. Wyjątkiem była tutaj jedna z dwóch głónych złych. Gdy na końcu serii dochodzi do ostatecznego starcia między dobrem i złem, niegodziwa czarodziejka, z pewnością ku wielkiemu szokowi czytelnika, nie ma ochoty zrobić głównemu bohaterowi loda, tylko wyzywa go od świń i prymitywów. Wiadomo, feminazistka :>

Ostatecznie ze względu na niskie wymagania i naprawdę ciekawą fabułę daję 7/10, ale niejako ze smutkiem. Bo autor miał naprawdę potencjał, żeby napisać coś wielkiego, a napisał tylko dobrą fantastykę.

Modern romance

Socjolog i komik piszą książkę o współczesnej miłości, co mogłoby pójść źle?

Z początku byłem mocno sceptyczny. Nie dość, że znam już całkiem sporo badań w tym temacie, spodziewałem się żenujących dowcipów i sterty “porad” dla redditorów w fedorach.

Na szczęście moje obawy się nie potwierdziły. Poznałem mnóstwo interesujących statystyk, badania przedstawiono całkiem rzetelnie, a w każdym pogłębionym temacie Aziz starał się skonsultować z ekspertem w tej konkretnej dziedzinie. Dowcipy czasem wydawały mi się nieco wymuszone (ramen), ale generalnie bardzo dobrze się też bawiłem. Książka miała też przemyślaną strukturę i sporo wartościowych idei.

Jedyną “wadą” była treść tego, co mówili ludzie. Facepalmowałem na każdym kroku, np. po takim kwiatku: “Czekam zawsze 2x dłużej z odpisaniem niż on. Może to głupie, ale ja uważam, że skoro i tak gramy w grę, to ja muszę wygrać.” Jaką grę tępa maso? W kto zaprezentuje się jako bardziej niedorozwiniętego chatbota?  Mój Boże, nie ma dla nas ratunku.

Ostatecznie muszę powiedzieć, że treść znacząco przekroczyła moje oczekiwania, 8/10  polecam znajomym.