Dwanaście krzeseł, Ilja Ilf

Nie bardzo mam się do czego przyczepić w tej książce – były ciekawe postaci, były śmieszki. Jednak zupełnie mnie nie porwała historia. Czytało się przyjemnie, ale nie ciągnęło mnie do tego, żeby wracać do książki i dowiedzieć się jak skończą się przygody Hipolita Matwiejewicza i Ostapa Bendera. 

Fabuła z jednej strony pisana właśnie pod to żeby czytać z zapartym tchem – powieść łotrzykowska w końcu. Z drugiej, może właśnie przez nadmiar śmieszków i dywagacji, trochę zbyt rozwlekły główny wątek. Bardzo dobry pomysł z popem Fiodorem. Ciekawa historia małżeństwa które żywi się tylko daniami jarskimi. Tak jak mówię, nie wiem do czego się przyczepić i co spowodowało mój ogólny meh w odbiorze, bo poszczególne elementy same w sobie są super.

Zakończenie – Hipolit mordujący Wielkiego Kombinatora – było jedyną nieprzewidywalną sceną w całej książce. I, moim zdaniem, świetnie pokazuje drogę jaką przeszedł w poszukiwaniu diamentów główny bohater. Zaczęliśmy od ciamajdy, która dzień w dzień chodzi do tego samego biura odwalać tę samą nudną robotę i jest z tego dumna, nie ma własnego zdania i daje się manipulować każdemu. Skończyliśmy na bezwzględnym włóczykiju, ogorzałym od słońca i wiatru. I, jak dla mnie, to ma bardzo dużo sensu, może nawet to o tej drodze była książka, a nie o tej fizycznej, którą przebył w poszukiwaniach.

The Hitchhiker’s Guide to the Galaxy

Chlip.

Smutek nad smutkami.

Widze duzo analogii z Night Vale. Po pierwsze, tresc ustepuje miejsca formie, a heheszki zajmuja centralny plan. Po drugie, forma ta utrzymywana jest przez cala dlugosc dziela. To bylo jeszcze do zniesienia w przypadku Night Vale, czytajac ktora pod koniec juz sie troche nudzilem, ale zupelnie dyskwalifikuje Hitchhikera, w ktorym trwa to 5 ksiazek!

Seriously? 5 ksiazek tego samego stylu, z coraz gorsza akcja/fabula? Zreszta nie powinienem pisac o fabule, bo i tak w zasadzie 100% ja olewalem. Jaki jest sens zapamietywania jakichkolwiek wydarzen/postaci, skoro i tak po chwili bedzie sie dzialo zupelnie co innego a to wczesniejsze rozwiaze sie w najdurniejszy mozliwy sposob?

Na koniec jeszcze jedno skojarzenie – Family Guy! Ten sam disregard dla wydarzen z poprzednich czesci, te same randomowe przerywniki na jeszcze bardziej randomowe heheszki. Byc moze forma kreskowki/podcastu lepiej by sie tutaj sprawdzila, nie trzeba na sile uspojniac poszczegolnych elementow.

Z wielkim smutkiem daje 4/10 (7 -> 5 -> 3 -> 1 -> 4, czyli 20/50 = 4/10). Ze smutkiem, bo przeciez 42. Ale jak widac mozna wejsc do klasyki, a i tak byc nie do wytrzymania 😦

Metro 2033, Dmitry Glukhovsky

Mimo że na pierwszy rzut oka książka wydaje się tak gruba, że możnaby nią kogoś zabić, udało mi się przez nią przebić bardzo szybko. Taka ot opowiastka o chłopcu z małej stacji, który okazuje się być “wybrańcem”. Książka nie próbuje nawet udawać wysokiej literatury, więc na szczęście wypowiedzi nie są stylizowane na jakiś nieludzki styl. Jeżeli już, to podkreślane jest to, że postaci w tej książce są niewykształcone, co też częściowo odbija się na ułatwieniu języka, w którym jest pisana książka.

W sumie nawet był dzisiaj na reddicie temat o unreliable narrators i moim zdaniem można argumentować że właśnie taki jest narrator w Metrze – mimo że trzecioosobowy. Bo tak naprawdę nie wiemy czy końcowy plot-twist był prawdą czy nie. Bardzo by mi się podobało, gdyby całość została w tym momencie, ale oczywiście do autora zaczęły lać się potoki monet i napisał kolejne części. O ile Metro 2034 jest podobno zupełnie niepowiązane fabularnie z 2033, o tyle 2035 kontynuuje i związuje ze sobą historie przedstawione w poprzednich częściach i, podobno, wyjaśnia wątpliwości z pierwszej części sagi.

Zagrałabym w RPG na podstawie tej książki (a raczej jej świata), ale zdaje się że ta gra, która przyniosła jej taką popularność jest jakimś horrorowym survivalem – jedynym typem gier w które nawet nie próbuję grać. Szkoda.

Człowiek z wysokiego zamku, P.K. Dick

Woo! Postmodernizm! Metanarracja!

No dobrze, spodziewałam się, że ta książka będzie w 90% o polityce, tymczasem o polityce jest może w 10%. Jest o ludziach, o ich władzy nad własnym życiem i losem. I w absolutnie mój ulubiony sposób świadoma jest swojego bycia powieścią.

Bo mamy tę alternatywną wersję historii, w której Niemcy i Japonia wygrywają wojnę i dzielą między siebie świat, naziści rozpoczynają kolonizację kosmosu, a Adolf Hitler radośnie dogorywa w jakimś domu spokojnej starości. I drzwiami do naszego świata jest książka, która przedstawia alternatywną wersję historii, którą jest nasza historia, i którą kilkoro bohaterów z marszu odrzuca jako zupełnie nierealną możliwość. I ten motyw bardzo do mnie trafił, to puszczanie oka do światów równoległych, wszystkich możliwych permutacji historii i zdarzeń i w sumie, kto wie, może nasz świat wcale nie jest tym “prawdziwym”.

Wszystkie główne postaci są główne w tym samym stopniu i żadna historia nie wybija się na pierwszy plan (chociaż gdybym już miała wybierać, to pewnie skłaniałabym się ku wątkowi Julianny, który w końcu wchodzi na wyżyny meta-struktury). No i bardzo mi się podobało użycie Wyroczni jako siły napędzającej i decydującej o zdarzeniach, której wszyscy zdawali się podporządkowywać, a jednak dopiero przez wzięcie spraw w swoje ręce spełniali przepowiednie (nie taki znowu oryginalny motyw, ale bardzo przeze mnie lubiany).

Piknik na skraju drogi, A. & B. Strugaccy

Ta książka znalazła się w tym miejscu na liście, bo a) Stalker Tarkowskiego, i b) jak Jakub Żulczyk pojawił się u mnie w liceum i polecał książki to polecił właśnie Strugackich.

No i okej, trafia do mnie, jak duże wrażenie mogła robić ta książka i jak inspirowała kolejnych twórców (chociaż ponoć Tarkowski wypierał się zbytniego powiązania z opowiadaniami), ale sam tekst nie błyska fajerwerkami. Ważny jest dopiero cały kontekst, kultowy status filmu Tarkowskiego i iteracja motywów w Metrze 2033 Glukhovskiego.

Trochę mnie wytrąciło z rytmu, że jedno z opowiadań napisane zostało z perspektywy z Noonana, a nie Shoeharta, i w sumie nic z tego nie wynikało. Może głównie przydało się jako zewnętrzny focalizer, który mógł pokazać Shoeharta z boku, zwłaszcza jego relację z powstałym z martwych ojcem. Dużo tu w ogóle takich luźno rzuconych, wartych rozwinięcia pomysłów, które w (znanych mi) współczesnych tekstach science-fiction dostały dużo więcej miejsca.

No i przez całą książkę smutek, bo szkoda Borysa. I w sumie wszyscy ci ludzie padają jak muchy, ale też nie było się co do nich przywiązywać, bo a) tekst krótki, i b) taki już los stalkera.

Nie oglądałam tego Tarkowskiego jeszcze; to może w końcu się pofatyguję.

W stronę Swanna, Marcel Proust (attempt #2)

Skoro wordpress zeżarł mi posta, a nie robimy backupów, to na szybko reakcja po już prawie 3 miesiącach o książce, którą czytałam na przestrzeni niemal pół roku.

Czytało się to wszystko dużo łatwiej niż się spodziewałam i to rozciągnięcie w czasie samego procesu czytania miało wiele wspólnego z niechęcią do odłożenia książki (bo, nie ma się co łudzić, po kolejne części nie sięgnę zbyt prędko). Zaskoczyła mnie strukturalnie mini-powieść w powieści, nie spodziewałam się, że w książce, w której wszystkie fragmenty splatają się i łączą w jeden długi sen na jawie, znajdzie się coś tak oderwanego i samoistnego.

No i sam angst Swanna w tej mini-powieści, to emocjonalne rozedrganie to właśnie to, co najlepiej zapamiętałam po tych trzech miesiącach. I opisy spacerów i, z jakiegoś nieznanego mi powodu, szczegóły krajobrazu (to zazwyczaj te fragmenty, po których jedynie ślizgam wzrokiem).

W pamięć zapadają też postaci, zwłaszcza ciotka, która z pozycji obłożnie chorej skazanej na spędzenie reszty życia w łóżku dyryguje wszystkimi dookoła. Albo pani Verdurin, z uwagą dbająca o renomę swojego salonu.

Btw przekład Boya też jest wart wyraźnej pochwały.

Zrób sobie raj, Mariusz Szczygieł

Czytałam już Gottland, więc właściwie fast-funowość tej książki nie była niespodzianką. Spodziewałam się wręcz, że będzie lżej niż było. Właściwie kolejny reportaż który możnabyłoby zaliczyć do gatunku gonzo – autor reportażu umieszcza siebie jako jednego z bohaterów i nawet nie próbuje udawać obiektywności, jednak brakuje charakterystycznego dla naszego rozumienia tego pojęcia braku szacunku dla wszelkich ustalonych norm. Jest ciekawie, jest informująco i jest lekko. Co prawda cała książka porusza dużo głębsze i poważniejsze tematy niż Gottland – dużo jest mowy o religii, śmierci i tematach tabu – ale mimo wszystko nadal otrzymujemy coś, co czyta się bardzo przyjemnie. W sumie nie znam autora, który potrafiłby lepiej lekko pisać o tak poważnych sprawach. Z lekkością, ale bez bagatelizacji całej sytuacji. Skłania do myślenia ale pozwala też przemknąć nad tematem bez głębszego zastanowienia, jeśli ktoś tak woli, bez zbytniej straty.

Nie ma co opisywać po kolei postaci czy przemyśleń, które porusza autor. Fajny jest ten fotograf i bardzo się cieszę, że znalazły się w książce przykłady jego zdjęć. Ciekawą postacią jest też rzeźbiarz, którego dzieła są porozsypywane po całej Pradze i nawet widziałyśmy większość z nich, nie zdając sobie z tego sprawy. No i jednak odświeżające jest całe to ich obojętne podejście do religii, chociaż momentami robiło mi się dziwnie kiedy ktoś mówił, że musi się ze swoją wiarą ukrywać z obawy przed wyśmianiem.

Naprawdę nigdy nie spodziewałabym się, że będę tak zachwalać reportaż o Czechach – prawdopodobnie drugim najnudniejszym kraju o którym można zrobić reportaż (Luksemburg jest bez wątpienia pierwszy). Ale autor się jara. I to przechodzi na czytelnika, więc czytelnik też zaczyna się jarać, zaczyna go interesować co taki Czech ma do powiedzenia. I tak czyta.