Heban, Ryszard Kapuściński

Niby wszystko spoko, klasyka polskiego reportażu, ale zupełnie mnie to nie porwało. W przeciwieństwie do Karola, uważam że reportaże Szczygła czytało się dużo bardziej przyjemnie. Może dlatego że tematyka i język były bliższe mojemu codziennemu życiu.

Pewnie zniszczyło mnie gonzo, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Kapuściński podkoloryzowuje. Bo co, nikt inny nie wpadł na pomysł, żeby zadzwonić do jednego z przywódców powstania na Zanzibarze z prośbą o pozwolenie na lądowanie? Nie kupuję tego zupełnie.

I jak już wspominałam, zupełnie nie porywa mnie tematyka. Historia Afryki drugiej połowy XX wieku. Wszystkie te historie są takie same: jest gorąco, gryzą komary, nie ma jedzenia, możesz umrzeć. Ziew.

Jestem prawie pewna, że moja niska ocena wynika ze zbyt wysokich oczekiwań. Wszyscy się jarają Kapuścińskim. Też się jarałam w podstawówce. Ale czytałam ostatnio kilka reportaży (pisanych zresztą przez ludzi, którzy Kapuścińskiego często stawiają za swój niedościgniony wzór) i wszystkie były dużo bardziej przyjemne niż Heban.

Advertisements

Laska Nebeska, Szczygieł

Mam wrażenie, że po przeczytaniu The Sirens of Titan i Madame, to do końca challengu już żadna inna pozycja mnie nie zachwyci.

Tak właśnie się stało z Laską Nebeską. Ot, wesołe historyjki o Czechach. Spoko, ale jakoś mnie nie poruszyły. Jedynie historia o wymyślonym bohaterze narodowym bardziej ciekawa. W porównaniu do reportażu Kapuścińskiego blednie, choć szczerze mówiąc zarzutów żadnych nie mam.

Madame, Antoni Libera

Przeczytanie Madame obudziło we mnie jakieś ukryte pokłady sentymentalizmu i nostalgii do czasów licealnych. W zasadzie, to nie wiem czemu, bo się w żadnej nauczycielce nigdy nie kochałem, jakoś wystarczały koleżanki. A była nawet taka jedna, dla mnie podobnie niedostępna jak Madame :>

W ogóle to niezły stalker z Antka Libery, bo zanim dochodzi do jakiejkolwiek interakcji między nim i tytułową nauczycielką francuskiego, to on zdążył już dowiedzieć się gdzie mieszka, ile ma w tym mieszkaniu pokoi, jaki ma numer telefonu, kim byli jej rodzice, gdzie i kiedy się urodziła, o czym pisała pracę magisterską i kto był jej promotorem, z kim ma romans i jeszcze by się coś znalazło xD

I zastanawia mnie czy opisane zdarzenia rzeczywiście miały miejsce. Mam wrażenie, że po takim researchu, z którym zresztą nie omieszkiwał się subtelnie zdradzać swojemu obiektowi westchnień, raczej wprawiłby w zakłopotanie piękną nauczycielkę niż spowodował jakikolwiek inny bieg wydarzeń. Chociaż fakt, nie był w tym wszystkim jakiś natarczywy.

Aha, no i temat drugi, czyli szara rzeczywistość PRLu. Nie wiem co więcej miałbym chcieć o niej napisać. Owszem, była szara i chujowa, pełna zgoda autorze.

EDIT: Po powyższej reakcji tego nie widać, więc muszę dodać, że wciągnęła mnie mocno. przeczytałem z chęcią na raz. A teraz już po, ciągle mi nie daje spokoju. Jednak znak jakości Żbika, to nie byle co.

Sirens of the Titan

Ooo, wreszcie książka, którą przeczytałem z prawdziwą przyjemnością, a jednocześnie zostawiła mnie z czymś do przemyślenia po zakończeniu lektury. Przy tym zwięzła, nic w niej nie jest umieszczone na siłę, po to żeby zwiększyć objętość. Trochę boję się użyć tego słowa, ale dla mnie arcydzieło.

Przeczytałem chwilę wcześniej reakcję Janka i tym bardziej widzę jak dobra jest to pozycja, bo napisał, że autor porusza głównie problem celowości życia i wolnej woli. A ja na to: Hola, Hola, Janie bez e-booka! Przecież to motyw przewodni jedynie końcówki. A co z budowaniem systemu totalitarnego? A co z motywem religii? Ale właśnie jako, że do rozważań filozoficznych skłania nas, czytelników sama fabuła, a nie pretensjonalne dialogi bohaterów, to podejrzewam, że różni ludzie mogą różnie odbierać tę pozycję.

Może za dużo naczytałem się Zajdla, ale jednak na mnie najsilniej zadziałał wątek totalitaryzmu i socjalizmu. Bo pan Rumfoord buduje okrutny i odrażający totalitaryzm, żeby następnie przekonać ludzi do… systemu w którym każdy jest odgórnie uszczęśliwiony i wszyscy mają równe szanse, a jak ktoś się urodził lepszy w jakimkolwiek aspekcie, to jest zrównany do miernego poziomu ogółu. Brzmi jak mokry sen lewaków, okrutny i odrażający socjalizm idealny. Zamienił kurwa stryjek siekierkę na kijek.

W ogóle, to nie wiem czy plothole, ale jest wspomniane, że owy Rumfoord, nigdy nie uprawiał seksu ze swoją żoną, bo nie nie chciała. Z jednej strony nasuwa się pytanie: dlaczego w ogóle wziął z nią ślub? A może ta sytuacja ma drugie dno i autor chce ostrzec wszystkie kobiety: dawajcie swoim lubym, bo inaczej zaczną latać po kosmosie, sprzedadzą was i zrobią armagedon na ziemi.

A tak serio, to 10/10.

Catch-22

Już o tym rozmawiałem z Jankiem, ale najbardziej w tej książce zastanawia mnie, czemu autor wybrał Włochy jako miejsce akcji. Książka jest ewidentnie antywojenna, a jakoś wydaje się, że są lepsze miejsca, żeby pokazać bezsens wojny. Na przykład walki na Bałkanach, walki o jakieś wysepki na Pacyfiku, o których pewnie nikt z nas nigdy nie słyszał. Natomiast Włochy miały z punktu widzenia pisarza tę zaletę, że czytelnik Amerykański dość łatwo może się utożsamić z tamtejszą ludnością cywilną, szczególnie, że niemało Amerykanów ma jakieś Włoskie korzenie. Oprócz tego zauważam też w tej powieści krytykę nie tylko działań wojennych, ale ogólnie przyjętych u wujka Sama wartości, takich jak patriotyzm, wolność, czy słynny American Dream.

Właśnie postać Milo jest dla mnie najciekawszą w tej książce. Wiem, że autor chciał przy jej pomocy bardzo coś skrytykować, choć nie jestem do końca pewien co. Czy chodziło o AMERICAN DREAM, czy może o hipokryzję ogólnie czy też o skurwysynów, którzy dorabiają się kosztem cudzego życia i zdrowia? A może o aparat państwowy USA, który takie zachowania toleruje, a nawet promuje, jako ‘rozwój biznesu’? Chyba każdy może to zinterpretować jak chce.

Tytus Groan

Podobnie jak Kaśka męczyłem się z tą książką. Jest po prostu za długa, zbyt rozwleczona. Nie mogłem się nie nudzić czytając nieskończone opisy zamku i okolic, z których i tak niczego już nie pamiętam.

That being said, jest w tej powieści coś bardzo intrygującego. Karol porównuje ją do Undermajordomo Minor, dla mnie raczej jest czymś w rodzaju odwrotności tamtej książki: w U. mamy “normalnych” ludzi robiących turbo dziwne rzeczy, a tu raczej mamy nienormalnych ludzi robiących “normalne” rzeczy. Humor był w obu, ale ten z Tytusa raczej nie w moim guście. Natomiast istotnie postacie są bardzo wyraziste i ciekawe, a historia w miarę upływu czasu coraz bardziej intrygująca. Gdyby nie rozwlekłość, to na pewno przeczytałbym pozostałe części.

Ogólnie 6/10, bez opisów 8/10

Tytus Groan, Mervyn Peake

Strasznie się męczyłam z tą książką, w międzyczasie przeczytałam ze dwie inne. No ale w końcu udało mi się ją skończyć! Męczyły mnie przede wszystkim opisy. Opisy były długie, szczegółowe i bardzo wchodziły w to co kto myśli i jakie ma zamiary. Z jednej strony to dobrze – widzimy kim naprawdę są bohaterowie i co chcą osiągnąć. Budowany jest nastrój i widzimy zamek: stary, powoli upadający, zbudowany dawno temu, nie wiadomo już przez kogo i dlaczego. Życie opiera się na zasadach i tradycjach, stworzonych w równie zamierzchłych czasach, które obecnie są przestrzegane bez zająknięcia i bez zastanowienia nad ich prawdziwym znaczeniem.

Podoba mi się pomysł, nawet bardzo. Podoba mi się ten właśnie stary zamek i ciche postukiwanie w ciemnych, wąskich korytarzach. Podoba mi się to, że każda z postaci jest tak wyraźnie naszkicowana i bardzo łatwo odróżnić ją od pozostałych (poza bliźniaczkami ale tu mamy wręcz podkreślenie tego, że są takie identyczne).

Nie podobało mi się za bardzo tempo. Kiedy chciałam podsumować sobie książkę w głowie przed napisaniem reakcji, to faktycznie jest w niej sporo wydarzeń. Ale są opisane tak rozwlekle, tak opisowo, że podczas czytania ich bardziej męczyłam się z tym kiedy to się w końcu skończy, niż cieszyłam dogłębną analizą.

Stawiałyśmy z Dudem, że książka nie została wydana jako pierwsza, tylko tłumaczy dlaczego postaci, które czytelnicy znali już z części wydanych wcześniej są takie, jakie są (np. dlaczego bliźniaczki nic nie mówią). Ale sprawdziłam – została wydana jako pierwsza.

Mam teraz mimo wszystko ochotę przeczytać kolejne części i dowiedzieć się co dalej z bohaterami, ale dam sobie chwilę odpoczynku zanim to zrobię. Może uda mi się zapomnieć o tym jaką walkę ze sobą musiałam odbyć podczas czytania tej książki.