Cała prawda o planecie KSI, Janusz Zajdel

Jak dla mnie kwintesencja polskiego science-fiction, czyli użyjmy odległej planety jako pretekstu dla rozważań o komunizmie. Trochę zaburzona konstrukcja powieści, bo sam jej środek zawiera narracja dziennika pokładowego, nieproporcjonalnie rozległa względem reszty tekstu. Jednak wchodzi szybko i nawet sprawia jakąś czytelniczą przyjemność.

Nie będę tu wyjeżdżać z jakimś feministycznym rantem na kompletny brak postaci kobiecych w tej książce; to chyba ogólny problem tego gatunku, zwłaszcza w takim właśnie wydaniu. Bardziej mnie martwi, że nawet ci młodzi piloci podróżujący ze Slothem napisani są według identycznego schematu i są zupełnie nie do rozróżnienia jako postaci. Ogólnie chyba fajny pomysł na powieść, ale sporo braków artystycznych. Niemniej da się czytać.

Talented Mr. Ripley, Patricia Highsmith

Może dlatego, że sama czytałam to w lekko paranoidalnym stanie, rozglądając się nerwowo czy nikt nie widzi, że opierdalam się w pracy czytając książkę, udzielił mi się nastrój tej nerwowości i cała historia trzymała mnie w napięciu. Rozumiem, czemu ta książka ląduje w kategorii socjopatów, ale to typ mniej oczywisty niż American Psycho czy We must talk about Kevin. Trochę bardziej subtelny, bo przemoc tutaj wydaje się przypadkowa, a nie premedytowana. No i jest coś w tym, że książka ma ponad pół wieku.

Może to przez to, że jest lato, ale największą przyjemność sprawiały mi opisy Włoch i atmosfery wiecznych wakacji . Widzę tę książkę jako idealny page-turner na plaży lub w podróży – co wcale nie jest w moich ustach zarzutem. Gdybym jechała gdzieś wypoczywać, to szukałabym dokładnie czegoś takiego. Więc w sumie żałuję, że prawie całość przeczytałam w biurze.

Mr Mercedes, Stephen King

Ugh.

Lubię Kinga, ale bez przesady. Jeżeli zabiera się za coś, o czym nie ma zielonego pojęcia, ugh.

Ok, czyli mamy kryminał zamiast horroru. Zakładam, że byłabym podjarana, gdyby nie 10 sezonów Criminal Minds. Bo ta książka to po prostu odcinek Criminal Minds. DOKŁADNIE to samo. Może oprócz tego, że zamiast drużyny wyszkolonych agentów FBI mamy emerytowanego policjanta. No ale cała reszta kropka w kropkę to samo: perp z kompleksem Edypa (i to jakim, na szczęście mama go kocha. bardzo. ugh), męczący kotki w dzieciństwie, mnóstwo red herringów, jakieś małe rzeczy, które jednak nie są śledziami. Wszystko spoko, wszystko bardzo poprawnie, ale przez to przewidywalnie i jakoś tak szaro.

No i jeszcze moje ulubione. Człowiek, który nie ma pojęcia o komputerach pisze książkę w której komputery odgrywają ogromną rolę. WHAT COULD POSSIBLY GO WRONG? EXCEPT FOR EVERYTHING. Moje ulubione fakty z książki: plik zawierający folder, 17-letni chłopak (interesujący się komputerami), który nie potrafi znaleźć autoplayowych plików, a znajduje je 45-latka PO KURSIE KOMPUTEROWYM -.- , tenże chłopak, który nadal nosi swój telefon w klipie na pasku (mimo że jest rok 2010, więc pewnie ma smartfona), ah no i oczywiście każdy ma iphone’a, ipada (mimo że dopiero co była premiera, like miesiąc wcześniej), imaca i na dodatek zwykłego maca. Bo przecież każdy zwyczajny człowiek ma. Yeah.

Wkurwiała mnie ta książka, cieszę się, że już koniec.

Freakonomics

Na początku bardzo się zajarałam, potem, z każdym rozdziałem, mój entuzjazm coraz bardziej spadał. Bo jednak nie spodziewałam się, że wnioski będące efektem wow co najmniej dwóch rozdziałów zostaną podane we wstępie. Słaby wybieg.

Trochę mnie momentami irytował brak przypisów i nazywania konkretnych badań (skoro mam już kwestionować WSZYSTKO, to czemu nie dane przytaczane przez autorów?). Ale to może jakieś zboczenie po latach czytania paperów na studia.

Ogólnie dobry, szybki zapychacz, bardzo krótki i bardzo do zapomnienia, chyba. Jakoś nie ciągnie mnie do kolejnych części.

Idiota, Fiodor Dostojewski

Ze wszystkich Dostojewskich, jakich do tej pory czytałam, ten podobał mi się najmniej. Niby pojawiają się tu wszystkie wątki, które wrócą w Zbrodni i karze i Karamazowach, ale o ile te późniejsze książki opierają się na sprawach (dla mnie przynajmniej) poważniejszych, o tyle ta romansowość jako siła napędowa Idioty strasznie mnie wymęczyła.

Wszystko było w tej książce strasznie histeryczne, łącznie z popisowym pierdut w finale. Niby wystarczająco dużo kontrastów, żeby przedstawić całą gamę postaw i poglądów, ale wszystko wyszło jakieś mdłe i niestrawne. Nie wiem; nawet nie chce mi się o tym pisać.

The Imitation Game

Nie, nie będę hejtować. Skupię się w reakcji na pozytywnych aspektach tego filmu. Podobał mi się “A Curious Incident of the Dog in the Night Time”. Ten film jako jego ekranizacja spisuje się wspaniale.

Nie będę hejtować. Cumberbatch był nominowany za tą rolę do Oscara. W sumie pewnie było mu ciężko mieć dziwną twarz. Ale zachowanie mógł już przećwiczyć na planie Sherlocka przez ostatnie 5 lat (no dobra, nie całe 5 lat, tylko momentami), więc nie widzę tu dla niego żadnego wyzwania.

Nie będę hejtować. Biedny Turing, zrobił tyle dla świata, a potem go wykastrowali przez co popełnił samobójstwo ;(

Nie będę hejtować. No ale, KURWA. Zamiast delikatnego Aspergera (albo nawet nie, dunno, nigdy go nie zdiagnozowali) mamy tutaj full-blown autyzm. Mamy człowieka, którego nikt nie lubi, wszystkich wkurwia. Co trochę mija się z prawdą, bo WSZYSTKIE źródła, które udało mi się znaleźć mówią o tym, że owszem, był trochę dziwny, ale ludzie go jednak lubili. No ale przecież nie możemy tego pokazać w filmie, bo musimy powiedzieć, że ludzie z autyzmem to też ludzie, mimo że oblaliby test Turinga. Haha. Test Turinga, get me? UGH.

Nie będę hejtować. “EEE, yeah, zrobiłem maszynę. Sam jeden. Ulepszyłem miliard razy to, co zrobiła banda głupich polaczków”. Nie, nie wkurwiam się na to, że Polska niedoceniona. Nie hejtuję przecież. Trochę irytuje mnie to, że w filmie to TYLKO TURING zrobił maszynę, a cała reszta stała i patrzyła od czasu do czasu mówiąc mu, że jest chujowy. Jego design był trochę inny, niż bandy polaczków, ale opierał się na podobnym pomyśle.

No i jeszcze ta smutna scena z kastracją chemiczną przez którą nie mógł myśleć, biedaczek, ofiara głupiego prawa kochaniutka ;( NIE ŻEBY W TYM CZASIE ZROBIŁ JAKIEŚ ŁUBUDU W BIOLOGII, NIE WCALE.

I MASZYNA NAZYWAŁA SIĘ VICTORIA, A NIE CHRISTOPHER, BUCE.

Ej, udało mi się dość długo nie hejtować :D

The Martian

Podobno przez to, że nie przeczytałam tej książki w <24h udowodniłam, że nie doceniam jej wystarczająco. Ale NAPRAWDĘ mi się podobała! :D

Mam wrażenie, że to taka książka, która raczej się podoba. Trudno żeby się nie podobała. Śmieszna? Check. Poważna? Check. Wspomniane “Life on Mars” Bowiego? Check.

Plus jeszcze wszystko wygląda na zgodne z rzeczywistością. Przynajmniej ta (ograniczona) wiedza, którą posiadam nie pozwoliła mi na znalezienie żadnych błędów w fizyce. Co praaawda prawo Murphy’ego działa może odrobinę za mocno, ale nie ma co narzekać, dzięki temu książka była ciekawsza.