Lucky Jim

Oh Lucky Jim, how I envy hiiiiiiimmmmm…….
Na początku trochę się męczyłem i byłem bardzo zmartwiony – książki o TOTALNYCH przegrywach to nie moja para kaloszy.

No ale potem rozkręca się i jest juicy drama, także propsuję 😉
Satyra na akademię fenomenalna, najlepszy jest moment, jak Jim z oburzeniem reaguje na myśl, że miałby on pisać prace naukowe “na serio”.

Fabuła trąci trochę banałem (tego rodzaju motywów zwłaszcza w sztukach było od chuja np. u Moliera, Fredry, Szekspira etc. Mimo to podana na tyle dobrze, że nie męczyło mnie to. Jakby tego było mało, to filozofia/przekminy zawarte w książce były moim zdaniem bardzo wartościowe – można powiedzieć, że było coś zarówno dla ciała jak i duszy 🙂

8/10 (byłoby 9 jakby trochę bardziej się wyróżniała).

Advertisements

Utopia for Realists

Świeże spojrzenie i ambicja w myśleniu. Każdy nie-turbo lewak na pewno będzie w którymś momencie “zczelendżowany”, zmuszony do rozważenia nowej perspektywy.

Nie jest bynajmniej tak, że się ze wszystkim zgadzam – moimi głównymi zarzutemi wobec zaprezentowanych tez jest ich izolowanie (nawet jeśli UBI i otwarcie granic są dobre, to co jeśli wprowadzimy je naraz? Arbitraż!) i ta niewzruszona pewność, że zadziałają 100%. Momentami też mam wrażenie, że badania mające dowieźć jedną z jego tez przeczą innym tezom, np. w jednym momencie ziomek mówi: “no właśnie, 2/3 ludzi wolałoby więcej czasu wolnego mieć niż więcej zarabiać”, a chwilę potem jest “i po tym, jak dano im free hajsy, to wcale nie pracowali mniej, joł!”. No kurwa, byś się zastanowił człowieku.

That being said (bo czymś musiałem zapełnić reakcję :>) – bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, bo bardzo fajna książka! 9/10

The Religion

Ugh. Please no. Jedna chłopięca czytanka jest spoko na odmianę, ale dwie w ciągu dwóch miesięcy to już trochę przesadna. Ponieważ nie mam pomysłu na tę reakcję, to sobie chwilę potrolluję/rantuję:

Dlaczego w tych czytankach bohaterowie ZAWSZE “nie znają kobiet”? Przechwytywanie

Czy chodzi o to, żeby czytelnik (nastoletni chłopiec) mógł się utożsamiać lepiej? A może chodzi o image twardziela, którego nie bawi się w “gierki”? Tak czy siak, jeden po drugim zgodnie uznają, że kobiet nie da się zrozumieć i są w szoku, gdy te masowo pakują im się do łóżka. Moment, gdy ziomek mówi lasce, że ją kocha, ale dalej będzie pieprzył tę drugą, bo nie ma co zmieniać w takich trudnych warunkach… wtf.

Przy wszystkich okropnościach które dzieją się po drodze, końcówka była wyjątkowo cutzz i adorbzz itd. W sumie mi to nie przeszkadzało, ale bynajmniej nie dodawało realizmu.

5/10, bo fajne niektóre sceny batalistyczne + nie chcę być nieobiektywny tylko dlatego, że tę przeczytałem po Name of the Wind a nie na odwrót.

House of God

TAK! Czekałem na tę książkę tak długo, nawet o tym nie wiedząc. Powiedziałbym wręcz, że byliśmy sobie przeznaczeni.

A wiele na to nie wskazywało! Po tytule bałem się, że znowu coś o żydach będzie. Po kilku stronach martwiłem się, że przecież ja źle znoszę gore/medyczne rzeczy. Ale jest w tej książce coś bardzo, bardzo potężnego. Temat jest też dla mnie bardzo relatable, bo wśród rodziny i bliskich przyjaciół mam wielu lekarzy.

Wstrząsająca, wzruszająca, dająca do myślenia… mógłbym tak wyliczać i wyliczać.

10/10 (z małym minusikiem za przesadzone chyba wątki seksualne, jednak szpital to nie burdel).

Fałszerze pieprzu

Meh bleh.

Od pierwszych stron wiedziałem, że nie znajdziemy z autorką wspólnego języka.  Mieszanka patetyzmu, melancholii, pseudofilozofii, melodramatu i bóg wie czego jeszcze…

Jedyny high moment dla mnie to były przelotnie zachwyty nad szczurkiem. Nieźle się uśmiałem 😀

W dyskusję czego od kogo można było i można teraz oczekiwać nie chce mi się wchodzić, bez sensu to wszystko.

2/10

Name of the Wind

Zazwyczaj źle przyjmuję książki, które podsumować można parafrazując laskę od “this is it, that’s why I hate videogames”. Czytadła fantasy o niezależnych potężnych ruchaczach, którym wszystko się udaje… not my cup of tea really.

That being said, nie mogła przyjść w lepszym momencie – ostatnimi 3 książkami były nix, ma być czysto i superinteligencja. Po czymś takim naprawdę potrzebowałem odpoczynku/resetu.

Zgadzam się z Karolem, że tutaj wyjątkowo mało irytujący jest główny bohater, technicznie też jest napisa całkiem nieźle. All in all, zadziwiająco dobrze się czytało mimo występującego od czasu do czasu cringe’u.

7/10

The Nix

Nie dane mi było jeszcze odpocząć po Superintelligence:  the Nix to ciężka, momentami mocno cringe’ująca nowela. Tak jak opowiadałem Kaśce, najbardziej przeszkadzała mi nieuzasadniona rozwlekłość, wątki Laury i Pwnge’a można było drastycznie uciąć, albo w ogóle się ich pozbyć. Reszta bohaterów też generalnie smętna, z wyjątkiem edytora, który mówił sprawnie i z polotem. Wątki miłosne, mimo że kluczowe, też paradoksalnie wydawały się “zbędne”, w takim sensie, że za dużo było spamu i beating around the bush.

Dużo fajniej patrzy się na tę książkę z perspektywy diagnozy społeczeństwa: mamy tu dyskusję o edukacji, służbie zdrowia, społeczności on-line, seksualności nastolatków, feminizm, twórczość etc. Gdyby była fabularnie lepsza tak o 2 klasy, to może kiedyś czytałoby się ją jak Martwe Dusze?

7/10