Wooo, odwracacz stron! Pożarłem w kilka sesji (w tym jedna trwająca do 5 rano) mimo ponad 700 stron. Bardzo ciekawy świat w który ciekawie i przyjemnie mi się było zagłębiać (w przeciwieństwie do np. tamtego bisexual fantasy sprzed kilku lat gdzie ludki powodowały trzęsienia ziemi). Bardzo dużo uwagi skupionej jest na opresyjnym systemie (który nazywa się Hierarchią) i moralnych dylematach związanych z życiem w nim (np. Anguis są trochę jak “Żołnierze Wyklęci”, gotowi do mordowania cywilów za pasywną akceptację systemu). Podzieliłem się już na chacie skojarzeniami z krytyką kapitalizmu, najpierw luźnymi (obserwacja Visa, że w Hierarchii ludzie zgadzają się, żeby z nich wysysać energię, bo sami liczą na to, że będą wysysali w przyszłości), a pod koniec podanymi już bardziej wprost (ojciec głównego bohatera nazywa Chciwość fundamentem Hierarchii).
Boli postać głównego bohatera. Od samego początku miałem vibesy z The Name of the Wind (i jaka satysfakcja, gdy przeczytałem potem, że była to bezpośrednia inspiracja autora :D) i nie były to dobre skojarzenia. Typowy sigma male który jest zajebisty w absolutnie wszystkim co robi, śpi 2h, zapierdala 20, ale zawsze znajduje czas dla przyjaciół i poświęci absolutnie wszystko, pójdzie na najgorsze oddsy żeby ich ratować (co zawsze mu się udaje). Szkoda, bo mógł być majstersztyk, a wyszło coś przyjemnego, ale raczej nie takiego, żebym latami wracał myślami.
PS. WOO! REAKTYWACJA CHALLENGU!