The Illustrated Man, Ray Bradbury

Mam wrażenie, że pisanie opowiadań wymaga ogromnej wyobraźni. Wiadomo, że samo pisanie wymaga wyobraźni, ale przy opowiadaniach co chwilę trzeba wymyślać coś nowego. Jedyny problem jaki mam z tymi opowiadaniami, to to, że są umiejscowione. Bradbury nie pisze o “jakiejś planecie”, tylko o Wenus, a w dzisiejszych czasach wiemy już, że to nie jest zalesiona planeta, na której non-stop pada deszcz. Pisze o wynalazkach z początków XXI wieku, których jeszcze nie ma, a nawet jeżeli w najbliższym czasie coś podobnego zostanie wymyślone, to i tak nie dojdzie do popularności tak szybko.

Ale podobają mi się pomysły. Te kilka opowiadań, których akcja jest w całości “ziemska” – cudowne. Pierwsze, to z dzieciakami zanurzonymi w wirtualnej rzeczywistości zwłaszcza do mnie przemawia, bo może i nie mamy ścian, których tapetę zmienia się myślami, ale mamy milion zabawek, które nas odciągają od życia niewirtualnego. Mam wrażenie, że dzieciaki w tych opowiadaniach to banda sukinsynów. Bo najpierw rzucają rodziców lwom na pożarcie, a potem pomagają w inwazji obcych na Ziemię. I ta inwazja, która nie spotkała się ze zbrojnym oporem <3

Były opowiadania, przy których się trochę nudziłam i nie widziałam za bardzo ich sensu, ale były też cuda, które czyta się z przyjemnością i są ciekawe i myślę sobie “ej, to naprawdę mogłoby się zdarzyć”.

Idiota, Fiodor Dostojewski

Udało mi się! :D Skończyłam! Teraz tylko zareagować. Ale jak zareagować na książkę, w której zrobiłam sobie nagle dwutygodniową przerwę? Chyba w międzyczasie zdążyłam ją już całą “przetrawić”.

No dobra, ale JEDEN: wszyscy bohaterowie tej książki są dziwni. Narrator sam się przyznaje, że są dwie postaci drugoplanowe, będące reprezentantami grupy ludzi zwyczajnych i przeciętnych, jednak myślę że takie ratio jest zachowane w wielu książkach. Jednak w tej, ta dziwność uderza bardzo, bo samo to, jak oni odbiegają od normy jest inne. Może mówię tak dlatego, że przez większość czasu nie miałam pojęcia co się dzieje. Ale nie tak jak zwykle, kiedy nie mam pojęcia co się dzieje. Tutaj wszystko co dotyczy NF jest tak.absolutnie.niedoogarnięcia. Nie. Książę spojrzał w prawo! AHA! Kocha kogośtam! I wszyscy nagle o tym wiedzą, oprócz mnie. No i księcia. Może chodzi o to, że to jednak trochę inna kultura i dlatego nie ogarniam.

Książę, którego wszyscy nazywają idiotą. Oczywiście to najbardziej rozsądny i ogarnięty człowiek w całej książce. Dostojewski sobie pomyślał: o, napiszę książkę o gościu takim jak ja. I napisał. Więc oczywiście pominął wszelkie przywary i przedstawił czyste dobro. Człowieka, który zawsze chce wszystkim pomóc, a ludzie i tak go nie lubią, bo nie wiem czemu ;( No i oczywiście swoje poglądy. Na to, że wiara katolicka jest bliżej ateizmu niż chrześcijaństwa. I na to, że wszystkie te niższe warstwy społeczne, które nagle dochodzą do głosu są głupie i powinny siedzieć cicho. Poważnie, scena gdzie przychodzą do niego i ŻĄDAJĄ połowy spadku to jedyna scena w tej książce która mnie ruszyła.

I ten czworokąt miłosny, który od czasu do czasu zamienia się w pięciokąt (pentagram?). Ugh. Nie, przy tym kompletnie się gubiłam. Nie mam pojęcia, o co chodziło tym ludziom. Wiatr zawiał na wschód – kochają się. Na zachód – wbijają sobie noże w piersi. Nieneinienieinie.

The Talented Mr. Ripley

Zabierałem się do niej bez większego entuzjazmu, ale z początku byłem bardzo pozytywnie zaskoczony: główny bohater był całkiem ciekawy a zlecona mu misja i okoliczności bardzo interesujące.

No a potem ziomek postanowił zrobić coś, co wywróciło wszystko do góry nogami i od tamtego momentu jedyne co chciałem wiedzieć to “czy mu się uda?”, co nie jest dobrą receptą na udaną lekturę. W rzeczywistości była to tortura, męczyłem się z kolejnymi rozdziałami i często przerywałem męczarnie czytaniem innej książki.

Emocje wzbudzane były we mnie sztucznie i żaden ciekawy dylemat czy też zjawisko czy, no cokolwiek, nie, nic takiego nie miało miejsca. Po prostu strona za stroną paranoi, ale nawet ten element nie wydał mi się tak udany jak u Kafki.

Więc w sumie nie wiem po co ktoś miałby to czytać, jak dla mnie strata czasu.

A brief history of time.

Wooooooow

Wooooooooooooooooooooooow

Czytając tę książkę czułem się jak dziecko w Disneylandzie, odkrywające zupełnie nowy świat doskonale się przy tym bawiąc. Hawking dokonał czegoś wspaniałego: jego przegląd był zwięzły, wyczerpujący i interesujący, dosłownie wszystko czego oczekuję od książki typu pop-science.

Kilka słów o stylu: czytając nie ma się wrażenia nadmiernej stronniczości Hawkinga, w większości przypadków opisuje on fakty bez większego wartościowania, trochę jak w dobrym podręczniku. Wspomina co prawda o swoich sukcesach, ale ciężko go za to winić – nie chcę wiedzieć jak bardzo byłbym nie do wytrzymania gdybym osiągnął w życiu taką sławę w świecie nauki i poza nim!

Interesujące są częste nawiązania do Boga. Zastanawiam się, czy to forma grzeczności względem religii, konwencja (tak jak w ekonomii gdy nie jest określona płeć pisze się “she”, tak może, gdy coś nie ma jasno określonego stwórcy odnosi się do niego jako do Boga?) czy jeszcze coś innego?

Momentami trochę męcząca, zwłaszcza w ostatnich rozdziałach (kiedy zaczynają się tunele czasoprzestrzenne, oś czasu urojonego etc.), ale wszystko jest w miarę do przebrnięcia.  Rozdział o teorii strun zostawił pewien niedosyt, głównie ze względu na to, że w sumie niewiele się z tej teorii dowiedzieliśmy :>

Tłuste, tłuste.

Freakonomics

… czyli czemu ludzie nie lubią ekonomistów :D

A tak serio, trochę tak starają się roztaczać wokół siebie nimb geniuszu: “Myśleliście że jest tak, co? Ha. jakie GŁUPKI! JA wiem lepiej!”

Z perspektywy kogoś kto wie mniej lub bardziej dokładnie o czym oni mówią (nawet czytałem część z tych paperów) te wszystkie bajery nie był jakoś super odkrywcze, ale mimo wszytko generalnie dobrze mi się czytało do poduszki tę książkę.

Mam tylko jedną uwagę, bo lewactwo im z butów wychodzi:
czy jeżeli napiszę, że szukam drugiej połówki i nie interesuje mnie kolor skóry, a potem nie odpisuję czarnym, to jestem ukrytym rasistą? Skąd taki absurd lol. Może po prostu jestem otwarty na taką możliwość, ale generalnie bardziej podobają mi się białe dziewczyny? Gdzie tu rasizm, DEBILU.

Książka łatwa, lekka i przyjemna w odbiorze. Taki fast-food naukowy ;)

Lód

PRZECZYTAŁEM

To już mój drugi moloch w tym czelendżu. To było męczące. Książka jest baaaaardzo ciężka. ALE PRZEŻYŁEM. PRZECZYTAŁEM.

Naprawdę, mógłbym całe wypracowania pisać tutaj, ale to bez sensu. Nie chcę też się pochylać nad jakimś pojedyńczym wątkiem, gdy tak wiele zasługuje na uwagę.
Powiem tylko, że wbrew temu co mówi Karol, ja uważam, że w tej powieści akcji jest mnóstwo.
A śmiesznych przemyśleń/fragmentów też sporo :D
Podsumowując – tłuste, bardzo tłuste dzieło.

Reakcja 2.0

Po pierwsze, rozważmy, na czym polega gatunek sci-fi: bierzemy jakichś w miarę ciekawych ludzi i wrzucamy ich w tarapaty, przy czym dokładny charakter tych tarapatów jest nie do odtworzenia w naszym świecie. W sukurs jednak przychodzi nam właśnie pierwszy człon nazwy gatunku – zmieniamy coś w tym naszym obecnym świecie i bum! Otwierają się przed nami możliwości. Tak więc osobiście nie jest fanem “gadżetowych” sci-fi, które jawią mi się łatwostrawną rozrywką w której emocje wynikają wyłącznie z akcji i nie skłaniają do żadnych przemyśleń.

“Lód”, o czym łatwo się przekonać, spełnia moje wymagania w tym zakresie. Dukaj dostrzega, jak rażąca jest dyskrepancja między zerojedynkowym światem matematyki a pełnym wątpliwości i gdybań Ewidentnie inspiracją była również mechanika kwantowa (jest i nie jest kłamstwem to i to etc.). Wynikające z tego problemy i przemyślenia bohaterów były nietrywialne i skłaniały do własnych przemyśleń.

Zamiast jednak dzielić się tymi ostatnimi, chciałbym już teraz podkreślić, że zupełnie nie ogarniam przemyśleń natury religijnej w tej książce, na tyle że nawet nie wiem czy one mają jakiś związek z tą logiką, czy chodzi tu jedynie o relację Bóg-historia? Nawiasem mówiąc, może moja niewrażliwość i brak zrozumienia są nieprzypadkowe biorąc pod uwagę, że jestem ateistą  (agnostykiem, jeśli trzeba żebym odróżnił się od tłuszczy, którą zresztą wyśmiewał już Nietzsche).

Dalej. Coś o czym wspominałem już zdaje się gdzieś kiedyś, kontekst polityczno-historyczny tej powieści bardzo mi odpowiada, głównie dlatego, że patriotyczne tradycje są w mojej rodzinie bardzo silne, w związku z czym dorastałem wśród dyskusji o polityce i politykach, podrzucano mi książki i czasopisma historyczne, czytało się Sienkiewicza i oglądało jego ekranizacje etc. Wisienką na torcie są spotkania z postaciami historycznymi, coś niesamowitego.

Wątek (wątki?) miłosne: meh, nie wiem co mam myśleć :S Jakoś zachwycony nie byłem, ale nie wynudziłem się więc I guess it wasn’t too bad? :P

Kwestia wyliczania historii: eh, może mi ktoś wytłumaczyć, w jaki sposób przeszliśmy od “no bo w tym świecie albo coś się wydarzyło, albo nie” do “będę sterować światem i w ogóle wszyscy będziecie moimi niewolnikami” ? :S Albo coś przeoczyłem albo przydałoby się trochę więcej info.

Albo taki bullshit: oddanie za kogoś życia jako sposób okazania pogardy? Taaaa…. sry you lost me. Od czasu do czasu dzieją się takie dziwne rzeczy, szczególnie podczas dyskusji, gdy, zdaniem Dukaja, coś się MUSIAŁO STAĆ BO MATEMATYKA CHARAKTERU, a ja mówię: waterfak?

“Kurwa zimna – matka winna; kurwa gorąca – ojca winiąca” :D

“Oblizywał się z kocią satysfakcją, mrużąc ślepia nie bez pewnej podejrzliwości: karmi, to dobrze, ale może przestać karmić, może się zbiesić nagle(…)” :D

Zakończenie: no jaaaaak to. JA CHCĘ WIEDZIEĆ CZY MU SIĘ UDAŁO. No seriously, jestem nieco nieusatysfakcjonowany, w takim miejscu uciąć…