Opowiadania Petersburskie

Po intelektualnej wspinaczce na Mount Everest tutaj mamy dla odmiany wylegiwanie się na plaży – chociaż oczywiście Gogol jak zawsze zabawny i kąśliwy, świetnie włada słowem. Jednakże, w porównaniu do “Martwych Dusz”, postacie są tutaj jednowymiarowe, a fabuły nieszczególnie wyrafinowane. Ot takie czytadło na godzinę, żeby przerobić i zapomnieć.

Nie pamiętam, czy ktoś z Was czytał opowiadania fantastyczne Dostojewskiego, ale zapewniam, że są dużo lepsze.

The Psychopath Test, Jon Ronson

Bejci ta książka, niestety. Pierwszy rozdział jest dokładnie taki jak lubię – stuprocentowa tajemnica, którą autor chce rozwiązać. Miałam nadzieję że reszta będzie się też toczyć dookoła tego. Ale nie, był o tym tylko pierwszy rozdział.

Kolejne to opis tego jak autor zainteresował się psychopatami, jak ich wyspotować i jak wpłynęło to na jego życie. Całość jest ciekawa, ale przez to że spodziewałam się czegoś innego, byłam na początku lekko rozczarowana tematyką.

Ostatecznie, książka nie jest jednak tak bardzo o psychopatach jak sugerowałby tytuł. Opisywane są również programy typu “Dlaczego ja?”, scientolodzy oraz ludzie zajmujący się teoriami spiskowymi.

I to co podobało mi się najbardziej – że autor ma podobne do mnie zdanie w kwestii prawdziwości większości chorób psychicznych. Nadpobudliwe dziecko? ADD albo Bipolar. Zamknięte w sobie? Autyzm. Wszystkie te choroby stały się ostatnio “modne” – psychologowie rzucają chorobami tam, gdzie jeszcze 20 lat temu nie zauważylibyśmy nic dziwnego.

The Long Walk

Właściwie większość tego co mam do powiedzenia na temat tej książki napisałam już na każualach. Nie przekonała mnie historia. Nie przekonało mnie to, że oni przystępowali do tego marszu wiedząc że ich szansa na przeżycie to <1% (i nigdzie nie jest podany jakikolwiek powód dla którego chcieliby to zrobić). Nie przekonała mnie końcowa scena Stebbinsa. Zirytowałam się bo zbejcił mnie Stebbins, który na początku brzmiał na rozsądnego człowieka a potem zaczął zachowywać się jak typowy 13-letni gracz w lola (“ruchaj swoją matkę”).

Dudu trochę ma racji w tym, że fajnie byłoby porównać Kinga do antyutopii młodzieżowych zalewających teraz rynek, ale różnic jest zbyt wiele. Zaczynając od tego że wszystkie te antyutopie próbują wyprodukować jakieś tło dla sytuacji, a tutaj nic. Idą sobie. Przez całą książkę tylko idą.

Collected fictions (Borges)

Damn, ładnych parę miesięcy od ostatniej książki :S

Na usprawiedliwienie: po pierwsze, ten zbiór to w istocie kilka książek, z 5 albo 6.

Po drugie, Borgesa nie czyta się jak wiedźmina albo marsjanina, lekko i przyjemnie, z heheszkami. Bezmiar opowiadań, stylów, historii… pisałem już sporo w poprzednich reakcjach i szczerze mam już dość tej “kronikarskiej” pracy, zwłaszcza, że Wy zdajecie się niewiele rozumieć z tego, co ja czuję. Kłania się wilkołak z SMBC :>

Zamiast więc brnąć w starym stylu, poruszę tylko jeden wątek, kluczowy w opowiadaniach z książki”Raport Brody’ego” i mnie osobiście najbardziej poruszający, który dotyczy pojedynku osobowości. Oto spotyka się dwoje ludzi o przeciwnych celach – co decyduje o tym, czyje będzie na wierzchu? Borges jakby celowo odrzuca wszystkie te wyjaśnienia, którymi zazwyczaj karmią się ludzie – a bo ten był bardziej kompetentny, ten mądrzejszy a ten lepiej strzelał. Na ich miejsce przywołuje on Schopenhauera (“Guayaquil”!) i opisywaną przez niego u schyłku życia wolę. Jest to dla mnie temat żywy i prawdziwy (choć niewiele się o nim mówi), bo na codzień widzę i szczególnie wyczuwam to w ludziach, tę dziwną mieszankę duchowej siły, pewności siebie i chęci kreowania rzeczywistości.

Odnieść chciałbym się za to bardziej ogólnie do dyskusji którą prowadziliśmy jakiś czas temu, o adaptacjach. Odrzucam w większości dudową argumentację, że przyczyną jest obiektywna jakość tych dzieł. Chociażby “Kwiaty dla Algernona” w Powszechnym czy “Dzienniki Gombrowicza” w Ymce poruszyły mnie bardziej niż wszystkie sztuki Szekspira razem wzięte. Ale! Przez  wieki te sztuki wciąż żyły, wpływały na kulturę i obrastały w nowe wykonania i interpretacje, stając się stopniowo czymś znacznie więcej, niż były na początku. Omawiamy Szekspira, bo był bardzo ważny dla naszej kultury, prawda? Nie do końca, to jest sprzężony proces, można z powodzeniem dowodzić odwrotnej implikacji.

Piszę o tym nieprzypadkowo, bowiem Borges co i rusz nawiązuje do klasyków, garściami czerpie z bogatej tradycji wokół utworów i kultur w których są one osadzone. W tym jest zresztą jego kolejna siła, która ze zwykłej opowieści o człowieku, który okradł swojego pana i próbował się przed nim ukryć, albo zupełnie na pozór absurdalna historia o ukrzyżowaniu na argentyńskiej prowincji czyni coś, do czego mogę się odnieść; coś, co mogę zrozumieć.

Chyba trzeba w najbliższym roku zrobić tournee po inspiracjach samego Borgesa😀

The Code Book

Niby wszystko fajnie, bo się jaram kodowaniem od takieego małego. Ale właśnie przez to było nie do końca tak łooo i super jakby mogło być. Bo przede wszystkim, ta książka to kronika ważniejszych szyfrów jakie były używane w historii. Plus pop-science więc przedstawione raczej dla ludzi, którzy wcześniej nie interesowali się krypto. Jedyne nowości to ciekawostki typu “stąd wzięła się nazwa” i pieniądze kwantowe które pojawiły się w ostatnim rozdziale.

All in all, bardzo ciekawa książka ale niestety nie dla mnie.

Jorge Luis Borges – The garden of the forking paths

Ponieważ kończę już z Tyrmandem i na jakiś czas przerywam czytanie książek pozaczelendżowych, mogę wrócić do ważniejszego dla mnie osobiście zadania, tj. czytania i reagowania na książki Borgesa z “Dzieł Zebranych”.

Ten zbiorek mniej mi przypadł do gustu niż inne (wciąż jednak jest na wysokim poziomie!). Choćby pierwsze opowiadania o zmyślonym świecie który przenikał do rzeczywistego… tak, fajnie że stworzył sobie gość swój własny wymyślony świat z zupełnie innymi przekminami, językiem, społeczeństwem i fizyką, ale brakuje tutaj człowieka, jakiejś konkretnej osoby która doświadcza tego świata. W rezultacie opowiadanie brzmi dosyć sucho.

W “The Approach to Al-Mu’tasim” już jest trochę lepiej, mamy jakiegoś poszukiwacza prawdy, ale znów moje zastrzeżenie jest to samo, za mało czynnika ludzkiego!

Pierwszym interesującym dla mnie opowiadaniem było “Pierre Menard, Author of the Quixote”. Sylwetka autora jest dużo ciekawsza, jako potencjalnego pisarza zawsze fascynował mnie temat przewodni: co to znaczy być autorem? Gdzie kończy się inspiracja a zaczyna kopiowanie? Wyczuwam tu też dużo ironii skierowanej w stronę krytyków literackich (czyli takich dziennikarzy, więc oczywiście Janek się cieszy) – przepisana słowo w słowo powieść ma jakoby mieć większą wartość ze względu na kontekst w jakim została stworzona, czyli zamiast XVII-wiecznego gonzo mamy takie XX-wieczne. Heheszki :>

Ale prawdziwie bank rozbiło dopiero “The Circular Ruins”. Nie wiem czy zrozumiałem tu myśl autora ale jakaż siła narracji i kreowania postaci! I to połączenie z niesamowitym światem, w którym myśl ma prawdziwą moc sprawczą. Motywy religijne jak zawsze u Borgesa wykorzystane do budowania atmosfery z ukrytymi prawdami, sekretami wiary itp, co umacnia mroczny nastrój.

“The Lottery of Babylon” to zabawa w reductio ad absurdum. Weźmy coś, co jest w sumie mało logiczne w człowieku (umiłowanie do hazardu) i zróbmy z tego podstawę funkcjonowania społeczeństwa. Czytało się sympatycznie, ale żadnego przełomu.

“An Examination of the Work of Herbert Quain”: co on tu chciał pokazać, o co mu chodziło – nie mam pojęcia. Nie zrobiło na mnie większego wrażenia.

“The Library of Babel”: powrót geniusza. Tutaj świat i narracja są tak wciągające, że brak namacalnego głównego bohatera jako osi opowiadania nie przeszkadza w pożeraniu stron. Cieszą nawiązania do rachunku prawdopodobieństwa, ale jednak są dość powierzchowne. Dużo bardziej fascynują odniesienia natury filozoficznej, w miarę czytania uświadamiamy sobie, że to my jesteśmy mieszkańcami takiej wieży, o powstaniu której ani celu nie wiemy niczego. Bardzo zręczny chwyt, który ponownie pozwala nam z pogardą rozglądać sie dookoła; to na wierzących ludzi, którzy na chybił-trafił wybrali sobie święte księgi i urządzają sobie inkwyzycję, to na ateistów, z ich żałosną wiarą (szybko dotarliśmy do sprzeczności!), że wszystko uda się rozwikłać racjonalnie.

No i dotarliśmy do wisienki na torcie, tytułowego “The Garden of Forking Paths”. Świetna powierzchnia czegoś w rodzaju wyrafinowanego kryminału, podszyta bogato filozofią, poruszając motywy patriotyzmu (tutaj “rasowego”), dziedzictwa i służby krajowi. A podejrzewam, że sporo jeszcze mi umknęło. Z wrażenia aż zostawiłem kindla w pociągu😉

Wahadło Fouaoucaoulta, Ekko

Eh, źle się zabrałam do czytania tej książki. Powinna mi się zapalić lampka że coś jest nie tak, kiedy po 200 stronach książki nadal trwało to, co uznałam za wstęp. No bo ostatecznie wyszło na to, że ta książka jest o czymś zupełnie innym niż mi się wydawało.

Liczyłam na to, że będzie jak z “Imieniem róży” – jest wciągająca historia kryminalna, przeplatana wątkami filozoficznymi i symboliką. Czyli można czytać powierzchownie i cieszyć się niecodziennym kryminałem, a można analizować niczym reportaż w stylu gonzo (którego zresztą nietrudno się dopatrzeć w obu książkach). Tutaj zaczyna się od wciągającej historii kryminalnej, potem 500 stron przerywnikowych i kontynuujemy historię. Poważnie. Przez 500 stron praktycznie nic się nie dzieje – bohaterowie wymyślają “plan”, analizując przy tym historię i różne źródła demonologiczne czy co tam. I to jest zwyczajnie nudne dla ludzi, którzy się tym nie interesują. I did not sign up for this. No, no,nononnono.

Widzę że ważny jest też podział na części, każda oznaczona własnym symbolem, każdy z symboli coś oznacza i odpowiada wydarzeniom z tej części. Fajnie by było to wiedzieć przed przeczytaniem.

No i nie można pominąć podobieństw pomiędzy Wahadłem a 2666. Obie książki bejcą czytelnika obiecując na pierwszych stronach ciekawą historię, a okazują się być o czymś zupełnie innym i posiadać szczątkowe wręcz wartości fabularne. Dlatego nie, to nie była książka dla mnie i jeżeli ktoś nie jest fanem wybujałej symboliki albo zakonu Templariuszy na tle historii Europy, to nie polecam.

Altho powiązanie templariuszy z holocaustem było spoko.