Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, Swietłana Aleksijewicz

Zazwyczaj lubię czytać książki o przemocy, doznaję dzięki nim swoistego katharsis, przeżywam to, co czytam i mogę iść być nieczułym chujkiem gdzie indziej. W tym przypadku jednak ruszyło mnie trochę za bardzo i dudziaczek może poświadczyć, że musiałam sobie robić solidne przerwy, bo basically czytałam i płakałam.

Przede wszystkim nie potrafiłam nie wyobrażać sobie, że to ja idę na wojnę i co przeżywa moja mama. Chyba ze wszystkich tych relacji (bo książka to zapis wywiadów, polifonia frontowych przeżyć) najbardziej trafiły do mnie te fragmenty, w których kobiety opisywały reakcje swoich matek – tych, które nie chciały wypuścić ich z domu i tych, które wręcz siłą wypychały je walczyć “dla dobra ojczyzny”. Tych drugich było oczywiście zdecydowanie mniej, takie postawy były popularniejsze wśród ojców, a ja oczywiście oczyma wyobraźni widziałam, jak moja mama wypłakuje oczy, bo idę na wojnę. I to mnie najbardziej wzruszyło.

Bo oczywiście zaczęłam też zastanawiać się, czy bym się na taką wojnę rwała. Oczywistą i szybką odpowiedzią było: nie, ale stało to w strasznym kontraście z moją postawą sprzed kilku lat, jeszcze w czasach liceum, gdzie wydawało mi się, że “nie można” inaczej, niż zasuwać na barykady. I nieprzypadkowo większość kobiet, które rozmawiały z Aleksijewicz, zgłaszały się na ochotnika, gdy miały 17-19 lat. I nieprzypadkowo filmy takie jak Miasto 44 robione są pod nastolatków i w każdej wiosce na każdym krańcu kraju widać renesans kultu powstania warszawskiego i AK. Wojna nie jest walutą mężczyzn, ale ludzi młodych.

No i nie mogę powiedzieć, że nie wywracałam oczami na fragmenty, gdzie rozpływano się nad “kobiecością”, jak to babeczki musiały sobie usiąść i pohaftować w przerwie od biegania z karabinem. Nie wydaje mi się, żeby faceci też nie szukali jakichś zupełnie odrywających od otaczającej rzeczywistości zajęć. Rozumiem jednak jaka była teza postawiona na początku tego reportażu i widzę jak takie fragmenty miały za nią przemawiać (bo wojna nie ma w sobie nic z kobiety… etc.).

Anyway, naprawdę mocne historie, momentami irytująca narracja. Może powinnam czytać więcej wojennych non-fiction zamiast powieści i interpretacji tematu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s