Przez Rzeke

Szkoda, że tak późno zorientowałam się, że całość jest raczej zbiorem luźno powiązanych opowiadań niż wędrówką pojedynczego bohatera. Może wtedy moje podejście do tej książki byłoby choćby odrobinę bardziej łaskawe.

Po pierwszych trzech opowiadaniach książka bardzo mi się podobała. Opisuje dokładnie takie wydarzenia, na które patrzę z łezką nostalgii w oku, pomimo że moje życie nigdy nie wyglądało nawet w sposób zbliżony do przedstawianej “sielanki”. Za to moi rodzice bardzo często opowiadali o podobnych czasach, kiedy wszystko było lepsze i prawsze (mimo, a może właśnie dlatego, że oficjalnie obowiązywało lewactwo) i mają w życiu dużo momentów, których im niezmiernie zazdroszczę. Pewnie głównie dlatego tak bardzo spodobały mi się pierwsze trzy opowiadania.

Jednak dobre początki szybko idą w zapomnienie w zetknięciu z szarą rzeczywistością. A rzeczywistość z którą się stykamy to Warszawa lat 70.? 80.? Takie opowiadania również mogłyby wzbudzać w czytelniku nostalgię za czasami w których nigdy nawet nie żył, ale niestety nie w przypadku tych opowiadań. Okazują się one być polskim, kerouacowym gonzo. Czytelników niezaznajomionych z moją reakcją na “W drodze” odsyłam do lektury opublikowanej około trzy lata temu. Dla leniwych czytelników dodam, że była podobna do reakcji większości znanych mi osobiście czytelników na szczerkowe gonzo.

Co więc takiego dzieje się w kolejnych opowiadaniach, że przywołuję dwie z najbardziej irytujących książek, jakie w życiu przeczytałam? Dokładnie to samo co tam. Bezsensowne jeżdżenie po (tutaj) polskich miastach w poszukiwaniu niewiadomoczego. Narrator w tej części jest absolutnie non-stop pijany. Skutkuje to przedstawieniem części wydarzeń podobnie do sekwencji sennych. Już od pierwszego opowiadania tej części wiemy, że nie możemy ufać temu co mówi nam narrator, bo jego perspektywa jest w dużej mierze zakłamana poprzez bycie kompletnie, w trzy dupy, najebanym.

Oprócz motywu drogi w książce przebija też motyw kościoła, zarówno w pierwszej, jak i w drugiej części. Nie trzeba się temu dziwić – w polskiej świadomości kościół zawsze był wysoko na liście priorytetów, tym bardziej w czasach gdy popadł w swego rodzaju niełaskę, a zawsze szczególnie na wsi. Dlatego dziecko wychowywane w tamtych czasach byłoby co niedzielę gonione do kościoła, co z kolei może się odbić na jego dorosłym życiu, szczególnie jeżeli z uporządkowanego trybu życia na wsi przechodzimy nagle do anarchistycznych miast. Być może narrator po zatraceniu wszelkich ideałów podświadomie zwraca się ku kościołowi szukając pociechy. A może jest to ostatni pstryczek w nos po latach zmuszania do siedzenia na mszy? Bo w stosunku do kościoła nie widać u narratora oczekiwanej pokory, szacunku. Może i chce spokoju, ale jest wówczas zbyt pijany żeby zdać sobie z tego sprawę.

Napisałam na początku że książka jest zbiorem opowiadań, które nie stanowią całości. Nie jest to do końca prawda. Nietrudno wyobrazić sobie bohatera pierwszej części, który w końcu dorósł i “wyrwał się” z rodzinnej wsi, ale była to tylko “sztuka dla sztuki”. Bez pracy, bez perspektyw, poznaje “idealną kobietę” i kilku przyjaciół i razem z nimi się alkoholizuje. Może książka jest o tym, że próba oderwania się od tego kim jesteś skutkuje całkowitą autodestrukcją?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s