Jorge Luis Borges – The garden of the forking paths

Ponieważ kończę już z Tyrmandem i na jakiś czas przerywam czytanie książek pozaczelendżowych, mogę wrócić do ważniejszego dla mnie osobiście zadania, tj. czytania i reagowania na książki Borgesa z “Dzieł Zebranych”.

Ten zbiorek mniej mi przypadł do gustu niż inne (wciąż jednak jest na wysokim poziomie!). Choćby pierwsze opowiadania o zmyślonym świecie który przenikał do rzeczywistego… tak, fajnie że stworzył sobie gość swój własny wymyślony świat z zupełnie innymi przekminami, językiem, społeczeństwem i fizyką, ale brakuje tutaj człowieka, jakiejś konkretnej osoby która doświadcza tego świata. W rezultacie opowiadanie brzmi dosyć sucho.

W “The Approach to Al-Mu’tasim” już jest trochę lepiej, mamy jakiegoś poszukiwacza prawdy, ale znów moje zastrzeżenie jest to samo, za mało czynnika ludzkiego!

Pierwszym interesującym dla mnie opowiadaniem było “Pierre Menard, Author of the Quixote”. Sylwetka autora jest dużo ciekawsza, jako potencjalnego pisarza zawsze fascynował mnie temat przewodni: co to znaczy być autorem? Gdzie kończy się inspiracja a zaczyna kopiowanie? Wyczuwam tu też dużo ironii skierowanej w stronę krytyków literackich (czyli takich dziennikarzy, więc oczywiście Janek się cieszy) – przepisana słowo w słowo powieść ma jakoby mieć większą wartość ze względu na kontekst w jakim została stworzona, czyli zamiast XVII-wiecznego gonzo mamy takie XX-wieczne. Heheszki :>

Ale prawdziwie bank rozbiło dopiero “The Circular Ruins”. Nie wiem czy zrozumiałem tu myśl autora ale jakaż siła narracji i kreowania postaci! I to połączenie z niesamowitym światem, w którym myśl ma prawdziwą moc sprawczą. Motywy religijne jak zawsze u Borgesa wykorzystane do budowania atmosfery z ukrytymi prawdami, sekretami wiary itp, co umacnia mroczny nastrój.

“The Lottery of Babylon” to zabawa w reductio ad absurdum. Weźmy coś, co jest w sumie mało logiczne w człowieku (umiłowanie do hazardu) i zróbmy z tego podstawę funkcjonowania społeczeństwa. Czytało się sympatycznie, ale żadnego przełomu.

“An Examination of the Work of Herbert Quain”: co on tu chciał pokazać, o co mu chodziło – nie mam pojęcia. Nie zrobiło na mnie większego wrażenia.

“The Library of Babel”: powrót geniusza. Tutaj świat i narracja są tak wciągające, że brak namacalnego głównego bohatera jako osi opowiadania nie przeszkadza w pożeraniu stron. Cieszą nawiązania do rachunku prawdopodobieństwa, ale jednak są dość powierzchowne. Dużo bardziej fascynują odniesienia natury filozoficznej, w miarę czytania uświadamiamy sobie, że to my jesteśmy mieszkańcami takiej wieży, o powstaniu której ani celu nie wiemy niczego. Bardzo zręczny chwyt, który ponownie pozwala nam z pogardą rozglądać sie dookoła; to na wierzących ludzi, którzy na chybił-trafił wybrali sobie święte księgi i urządzają sobie inkwyzycję, to na ateistów, z ich żałosną wiarą (szybko dotarliśmy do sprzeczności!), że wszystko uda się rozwikłać racjonalnie.

No i dotarliśmy do wisienki na torcie, tytułowego “The Garden of Forking Paths”. Świetna powierzchnia czegoś w rodzaju wyrafinowanego kryminału, podszyta bogato filozofią, poruszając motywy patriotyzmu (tutaj “rasowego”), dziedzictwa i służby krajowi. A podejrzewam, że sporo jeszcze mi umknęło. Z wrażenia aż zostawiłem kindla w pociągu😉

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s