The Long Walk, Richard Bachman

Uh, King. Po kolejnej pozycji tego autora mam ochotę jeszcze w przyszłości go poczytać. Co by nie mówić o jego książkach, to z pewnością pozostawiają mocne wrażenia. Jednakowoż, jak dla mnie bardziej poruszająca niż latające wnętrzności, które też się pojawiają, była ogarniająca z czasem bohaterów psychoza. Można nawet zastanawiać się czy paradoksalnie nawiększym przegranym nie jest zwycięzca, bo osobiście nie wiem jak można by dalej żyć po czymś takim.

Co do zwycięzcy, to muszę być sobą i się przyczepić. Trochę psuje przyjemność czytania to, że od początku domyślamy się kto zostanie na końcu. Inne zastrzeżenie jakie mam, to, że cały pomysł takiego marszu jest trochę z dupy. Pomijam już aspekt prawny takiego przedsięwzięcia, ale w książce, gdzie główny nacisk położony jest na psychikę bohaterów, oczekiwałbym, że ich akcje będą miały solidne podstawy. Nie mogę jednak dojść czemu w ogóle brali oni udział w marszu. Owszem, podawali niby jakieś powody, ale nie były one przekonujące. Ale pewnie marudzę :>

A jak jestem już przy marudzenie, to jeszcze jedno. Podejrzewam, że w niejednej książce jest podobnie, ale tutaj bardzo rzuciła mi się w oczy jedna rzecz. Mianowicie, im więcej czasu autor poświęcił danej postaci, tym dramatyczniej walczyła ona o przetrwanie. Jakieś peony jak kładły się na ziemię raz, to już nie wstawały. Dopiero bohaterowie drugoplanowi potrafili czasem wstać, a jedynie główny bohater więcej niż raz.

Ale to nie jest tak, że narzekam, bo mi się nie podobało. Wręcz przeciwnie, tylko jakoś nie potrafię opisać tego co było dobre.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s