The Devil in the White City

Do książki zachęca kilka rzeczy: tytuł, to że zawsze pojawia się na listach “best of non-fiction”, a także krótki opis sugerujący, że książka jest o seryjnym mordercy, który operował obok wystawy światowej w Chicago, nazywanej potocznie Białym Miastem. Byłam ogromnie nastawiona na przeczytanie tej książki, zakładając oczywiście, że będzie mi się podobała.

Całość czyta się jak zwykłą książkę, nie czuć po niej w ogóle tego, że opisywana jest rzeczywistość, a nie wymysły autora. Z jednej strony to super – pewnie dzięki temu ta książka zyskała taką popularność. Ale z drugiej, trochę za dużo tej fabularyzacji. Rozumiem jeszcze opisywanie tego co się działo z poszczególnymi postaciami, bo możemy sobie coś o nich wnioskować, ale ich przeżycia wewnętrzne i myśli – bez przesady. Jeżeli nie są poparte zapiskami, to nie powinno się tak robić.

Liczyłam na historię o seryjnym mordercy. Może jakieś lata dziecięce, a potem kariera i polowanie na niego. Może trochę inaczej, ale jednak liczyłam, że to na nim skupi się historia. Nic bardziej mylnego. Otóż 70% książki kręci się wokół tej cholernej wystawy. Wystawa, która miała być największą i najsławniejszą w dziejach świata, a ja (i zakładam że nie tylko ja), bardziej kojarzę tę w Paryżu, którą podobno w swoich czasach Chicago ogromnie przyćmiło. Może dlatego, że po paryskiej została Wieża Eiffela, a po chicagowskiej tylko zgliszcza, ale powinno się o niej słyszeć więcej jeśli faktycznie była taka super.

Wystawa – głównie jej organizacja i obawy autorów – zajmuje lwią część książki. Samego mordowania jest bardzo mało. Jestem rozdarta co do tego, czy sylwetka Holmesa jest pokazana zbyt szczegółowo czy zbyt mało szczegółowo.

Ze strony “zbyt mało” – pojawia się w książce rzadko, jak już się pojawi, to na kilka stron i w sumie traktowany jest strasznie po macoszemu, jakby autor musiał go wrzucić żeby książka się sprzedawała, ale miał za mało faktów żeby napisać tam coś konkretnego.

Ze strony “zbyt” – często kiedy już się pojawi, to wchodzimy często w historie, o których nikt nie może mieć pojęcia – na przykład historia z dzieciństwa, którą opowiada tak jak jest we wspomnieniach Holmesa, a potem mówi, że to na pewno nie tak było. No błagam. Wiem, że Holmes był patologicznym kłamcą, ale to nie znaczy, że musimy sobie dopowiadać takie historie.

Dużo lepiej w książce wyglądałyby jakieś analizy, opowiadanie o psychopatach jako psychopatach. Na przykład, na pewno zabił już kilka osób zanim postawił ten swój dom – nie sądzę żeby inwestował w hobby zanim zorientował się, że naprawdę mu to pasuje. To samo z liczbą ofiar – potwierdzonych jest 9, a szacunkowo zabił 200, co autor uznaje za wątpliwe, ale nie tłumaczy się z tych wątpliwości w żaden sposób. Co więcej, mówi że Holmes pewnie molestował zwierzątka w dzieciństwie, bo tak robi większość psychopatów, ale z drugiej strony wiadomo też że większość seryjnych morderców lubi być blisko swojej ofiary kiedy ją zabija, a Holmes robił to w bardzo bezosobowy sposób – głównie gazem. Więc nie ma żadnych dowodów na to, że w dzieciństwie też nie odbiegał od schematów małego psychopaty.

Ostatecznie zamiast wspaniałego non-fiction, którego się spodziewałam, dostajemy ufabularyzowaną książkę o architekturze i ambicjach z seryjnym mordercą przewijającym się w tle tak, że nikt go nie zauważa. Trochę szkoda, bo bardzo widać, że został tam wrzucony tylko po to, żeby się sprzedawało.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s