Imię róży, Ekko

Po kilkudziesięciu pierwszych stronach zaczęłam piszczeć. Nie dlatego, że z mojego Kindla wyskoczyła mysz, ale dlatego że główny bohater nazywa się Ktośtam (nieważne) z BASKERVILLE i ma skillset a’la Sherlock Holmes. I rozwiązuje tajemnicze morderstwa. W klasztorze. Jeszcze zanim Sherlock się w ogóle urodził! To jest dowód, że Sherlock jest marną podróbą Kogośtam z BASKERVILLE.

No ale oprócz tej ciekawej części, gdzie ludzie się zabijają i biegają dookoła jak bezgłowe kurczaki, bo się pali a oni nie mają mózgów (bo zostały razem z głową, duuuuh), były jeszcze te teologiczno-filozoficzne. Śmiech jest nu-nu (nie mylić z Nunu), ale już spanie na mszy całkiem spoko. I nawet nikt nie widzi nic złego w tym, że ktoś UMARŁ podczas mszy. No serio, to już jest jakiś szczyt złego wychowania.

Tak, wracając. Niby ten motyw morderstw nie miał być w książce główną częścią, ale wyszło jakoś tak, że to jedyna część, która nie spowodowała, że zasypiałam (poważnie, sen tego młodego ziomka – ugh, myślałam że umrę, dobrze ze w pobliżu nie było żadnej mszy).

A i dudu twierdzi, że imiona są ważne, więc w książce wystąpili:

– ten co to potem opisał
– ten z BASKERVILLE
– ten ślepy
– ten szalony
– ten główny wkurwiający
– ten co umarł na początku
– ten co sypiał z tym co umarł na początku
– ten co sypiał z tym, co sypiał z tym co umarł na początku, ale nie umarł na początku tylko ten drugi
– i wielu wielu innych, których imiona pamiętam równie dobrze

 

Ale chujowa ta reakcja.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s