Tybetańska księga umarłych

Przez 70% miałam wrażenie, że Janek czytał coś zupełnie innego, bo słowo “łono” pojawiło się tam raz. Były jakieś stwory o sześciu rękach i czterech nogach, ale łona w ogóle.

Na początku to w ogóle dużo czekania aż ktoś zje mały posiłek. Serio prawie jak lightly fried fish fillets. A potem pojawia się te pięć czy sześć postaci i wszystko jest dokładnie takie samo tylko kolory się różnią. Potem się coś jeszcze pojawia i znów czytasz kilka TAKICH SAMYCH opisów gdzie różnią się jakieś itemy tylko i kolory. Dobrze że te kolory są na końcu wytłumaczone.

Na końcu, to znaczy jak już się zaczyna część o wchodzeniu do łona. I o zamykaniu drzwi łona. Oborze. Ale to było nudne. I wyobraź sobie że masz to komuś recytować przez dwa miesiące. Dunno, już lepiej niech idzie do tego piekła niż żebym ja miała siedzieć i czytać to samo przez 7 tygodni dzień w dzień.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s