Sherlock Holmes

Jeżeli trudno jest zareagować na książkę, którą się czytało przez rok, to wyobraźcie sobie co się dzieje w przypadku książki, która chodzi za Tobą przez całe życie. I rok w rok czytasz jakieś opowiadania, zazwyczaj się powtarzają, bo oczywiście w pińczowskiej bibliotece nikt nie kupuje nowych książek. A nawet jak kupują nowe, to świeżo wydane, a nie te z XIX wieku. Więc czytasz sobie w kółko to samo. I jest Sherlock, który jest genialny i nie pozwala żeby uczucia mu przeszkadzały w pracy i w ogóle jest najlepszy. I chcesz być jak Sherlock. I obserwujesz ludzi, ale nie udaje Ci się wywnioskować nic aż tak fajnego.

Mam wrażenie że Sherlock to dla mnie coś w stylu Scooby Doo – jarałam się jako dziecko, cały czas jak ktoś mi wspomni o Scoobym to piszczę, ale próba oglądania tego serialu jako dorosły człowiek zakończyła się porażką. Może ma na to też wpływ różnica pomiędzy oglądaniem w TV a oglądaniem odcinek po odcinku na komputerze, no ale ja nie o tym.

Anglistyka, niestety, prowadzi zajęcia na których pojawia się Sherlock. I zawsze patrzy na niego nie jako na prezentację perfekcyjnego umysłu, tylko jako na książkę, w której autor ma wyjebane. Bo co by nie mówić, wiadomo że ACD miał z opowiadania na opowiadanie coraz bardziej wyjebane na całe uniwersum i chciał się zająć czymś innym, ale nie mógł, bo fani protestowali. To w sumie się nie zmieniło. Tak naprawdę nie mam pojęcia skąd się bierze AŻ TAKA popularność Sherlocka. Rozumiem że ja się jaram – uwielbiam zagadki. Ale w fandomie jest też cała góra idiotów, dla których zagadki to rzecz drugorzędna ale niech tylko Sherlock i Watson się ze sobą prześpią. TO DLACZEGO OGLĄDAJĄ AKURAT TEN SERIAL FGS.

No, to czas na reakcję na książkę a nie na ludzi. Poziom jest bardzo nierówny. Mamy cudowne opowiadania, w których jest pokazane krok po kroku dojście do rozwiązania ale mamy też takie, w których są ogromne skoki logiczne. I mamy książki, w których niby rozumowanie Sherlocka jest super, ale połowa książki to wstawka dotycząca życia bohaterów w Ameryce. I mamy cały case-book. Tam nie ma ANI JEDNEGO DOBREGO OPOWIADANIA. No, może oprócz tego z ziomkiem który zabił żonę i jej kochanka. Tamto jest spoko. No ale oprócz tego – cytując nie-współczesnego Conan Doyle’owi Sienkiewicza –  chuj, dupa i kamieni kupa.

Ale ostatecznie, z tego co wiem, całość pokazuje całkiem niezły przekrój przez świat wiktoriański. To, jak traktowali Amerykanów, to że bali się wszystkiego co z Indii (oprócz herbaty), popularność fajek i papierosów, słabe nerwy wszystkich dookoła (poważnie, w prawie każdym opowiadaniu ktoś mdleje). No i niestety, żałuję że przeczytałam całość. Nie tylko dlatego, że nie ma dla mnie juz kolejnych opowiadań, ale też zabiłam w sobie też legendę wspaniałości opowiadań o Sherlocku.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s