Birdy, William Wharton

Trochę mi się zdążyły przejeść takie historie typu “jakie to było życie dorastającego chłopca w Ameryce na wschodnim wybrzeżu…”. Chyba każdy pisarz tego pokolenia wypluł z siebie coś w tym stylu i już rzygam tymi epizodzikami z życia codziennego, przygodami chłopców z Bogatym Życiem Wewnętrznym. Więc nie, nie porwała mnie ta książka. Nawet jeśli chłopiec myśli, że jest ptakiem i ma ptasią rodzinę. Chyba nic nie jest mnie już w stanie ruszyć jeśli chodzi o kontrowersyjność scen i tematu.

No i to otwarte zakończenie. Niby każde zakończenie jest otwarte, bo life goes on i możesz się zastanawiać co działo się dalej z bohaterami każdego, kiedykolwiek napisanego tekstu. Ale tu wszystko wydawało się dążyć do punktu kulminacyjnego, który się po prostu rozlał. W związku z czym prawdziwymi punktami kulminacyjnymi były te w opowieściach Birdiego i Ala – co naprawdę im się przytrafiło i czemu są w szpitalu. To nie pomaga jednak z tą ostatnią sceną. Zalatuje mi ona jakimś podejrzanym mistycyzmem. Nie, to nie dla mnie.

Trochę rozumiem, czemu Wharton nie jest jakąś sensacją na świecie, a tylko Polacy mają do niego sentyment (tzn. nie rozumiem czemu akurat Polacy, tylko czemu nie porywa na skalę globalną). Bo jest średnio, bardzo średnio. Widziałam film jakieś 10 lat temu i wydaje mi się, że ruszył mnie bardziej niż ta książka.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s