The Magnificent Seven

To taki typowy film, który zna się w kawałkach, bo zawsze leci gdzieś w tle niedzielnym popołudniem. Pierwszy raz obejrzałam go jednak od początku do końca i trochę żałuję, że nie zrobiłam tego razem z ojcem, bo myślę, że sprawiłby mu przyjemność mój entuzjazm dla tego, co widzę. W życiu bym nie pomyślała, że urzekną mnie westerny, a to już trzeci w ramach challengu, którym jestem oczarowana.

Historia niby znana (najśmieszniej, że z jednej z późniejszych jej wersji, czyli od Wilków z Calla Stephena Kinga), a jednak nie dla historii się to ogląda, a raczej postaci. Mam wrażenie, że przy każdym skrawku, który mi do tej pory migał, skupiałam się na innym bohaterze filmu. Najpierw Chrisie, jako liderze, potem Charlesie Bronsonie, bo to chyba jego kariera najbardziej wybuchła w kolejnych latach, później Britcie, który ma w pierwszej części filmu scenę, którą najbardziej lubił mój tata. Teraz z kolei cały film ukradł mi Lee, którego wcale nie było dużo, ale tak bardzo nie przystawał do reszty grupy swoim eleganckim strojem i zejściem z pierwszego planu opowieści, że wszędzie wodziłam za nim wzrokiem. Steve McQueen nadal jakoś mi nie podszedł ani Harry-pragmatyk, nie wspominając już o młodym, który doskonale spełnił swoją rolę irytującego gówniarza. No i nie mogłabym zapomnieć o Eli Wallachu, którego od Dobrego, złego i brzydkiego będę wielbić na wieki. Świetna obsada przy świetnie napisanych postaciach. Teraz specjalnie będę skakać po kanałach, żeby trafić na ulubione fragmenty.

Warto by chyba teraz obejrzeć Siedmiu samurajów, nie?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s