Lód, Jacek Dukaj

Koniec. Jak dobrze. Cierpiałam przez ostatnie dwa miesiące, czytając to okropieństwo. Ale w końcu, udało mi się.

Cierpiałabym jeszcze znaczniej, gdybym była zmuszona do czytania papierowej wersji. Bo wersja papierowa nadaje się chyba tylko i wyłącznie do tego, żeby kogoś zdzielić nią w łeb jak zaczyna mówić o tym, że ta książka ma sens.

Ugh, jak to wszystko nie ma sensu. Wydarzenia się ze sobą nie łączą, przez pół książki nie wiadomo o co chodzi, wszystko to wręcz ocieka polityką. Polityką. Nie znoszę prawdziwej polityki, a wpieprzyłam się w książkę w której polityka jest wszędzie. Ja do tej pory nie wiem co robiła połowa tych opcji politycznych.

Idea sama w sobie – git. Czysto deterministyczny świat, który da się “obliczyć”, bo nie mamy w równaniach miliona niewiadomych dotyczących czynnika ludzkiego. Spoko.

Tylko potem jest milion dodatkowych rzeczy, to się nawarstwia i nie da się tej książki czytać. Język autora w niczym nie pomaga – kolejne cierpienie.

Nie, już dobra. Skończyłam. Nie chcę o tym więcej myśleć. Całą reakcję możnaby zawrzeć w dwóch słowach: ból dupy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s