The Martian Chronicles, Ray Bradbury

Wynudził mnie Fahrenheit 451 i przez to cały Bradbury wydawał mi się mocno przereklamowany. Ale The Illustrated Man było fajne – błyskotliwe, pomysłowe, barwne. Wiele z tych opowiadań nadal za mną chodzi (a zazwyczaj niemiłosiernie narzekam na opowiadania i z definicji nie czytuję ich w okolicznościach innych niż na uczelnię). Podchodząc do Kronik… narobiłam sobie więc trochę nadziei. I co?

I wow. O ile Illustrated Man było kalejdoskopem, o tyle Kroniki… są spójną całością. Całością! Opowiadań! Przewijają się przez nie te same postaci, wydarzenia z początku książki mają swoje konsekwencje w kolejnych przytoczonych historiach. Znowu nie brak nawiązań do innych tekstów (Poe!) i wszystko emanuje poważnymi rozmyślaniami na temat możliwych scenariuszy dla spotkań między mieszkańcami Ziemi i Marsa. Oprócz krótkich interludiów, które są trochę zbyt poetyckie, żeby mi nie zgrzytały, każdy “rozdział” jest perełką sam w sobie.

Może po prostu Bradbury wysiada przy dłuższych tekstach, ale wygląda na prawdziwego mistrza krótkiej formy – bez patosu, za to z pomysłem!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s