Miller’s Crossing

Jak to zwykle bywa z filmami Coenów oczywistym jest, że musi tu być drugie dno i zaraz zabiorę się do czytania co powypisywali na ten temat mądrzy ludzie w internetach, ale najpierw moje własne wrażenia.

Jak zwykle zabawa powtarzającymi się motywami (kapelusz), bohater worek-do-bicia, gra z oczekiwaniami wobec filmu gatunkowego. I znowu ten ciągnący się za mną ostatnio motyw, że nikogo nie można poznać do końca tak naprawdę. I specyficzny, bardzo groteskowy humor, który paradoksalnie wcale nie rozładowuje ciężkiej atmosfery, a raczej pogłębia poczucie wszechobecnego absurdu. Nie ogląda się tego tak lekko jak O Brother, Where Art Thou?,  a jednak nie sposób przegapić faktu, że oba pochodzą od tego samego reżyserskiego duetu.

Można patrzeć na fabułę czysto realistycznie i potraktować film jako opowieść o gangsterskiej wojnie o władzę w mieście, a jednak nachalny symbolizm każe szukać czegoś więcej. Jak zwykle jednak brakuje mi fantazji, żeby samej dojść do jakichś rozsądnych wniosków, bo niezwykle trudno jest szukać porządku tam, gdzie wszystko jest absurdalne i okrutne. Dlatego ciekawa jestem szczegółowych analiz kolejnych elementów (bo, nie mam wątpliwości, że jak zwykle każdy szczegół się liczy) i dlatego też w tym momencie traktuję swój odbiór tego filmu jako niedokończony. Jeśli za 5 minut zacznę się łapać za głowę i skakać z zachwytu, so be it. Wszystko jak zwykle.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s