Psycho, Robert Bloch

Tak naprawdę czytam teraz coś innego, ale po mini-maratonie Bates Motel zachciało mi się zerknąć do oryginału i porównać książkę zarówno z serialem, jak i filmem Hitchcocka.

Po pierwsze bardzo słabo czyta się książki, których siła leży w plot twiście, kiedy doskonale wie się na czym ten plot twist polega. Psycho to żadne arcydzieło, to czytadło, bardzo krótkie, przeciętnie napisane i pełne mało subtelnych zabiegów literackich. Dopiero Hitchcock zrobił z tym tekstem coś więcej, a serial czerpie z obecności historii w kulturze popularnej. Dlatego ta kolejność zapoznawania się z Normanem Batesem (film – serial – książka) jest zupełnie nietrafiona.

Ekranizacja Hitchocka jest bardzo wierna powieści, jeśli idzie o fabułę. Jedyne zmiany to chronologia przedstawiania zdarzeń (całkowite usunięcie Batesa jako fokalizatora, wszystko przedstawione jest najpierw z perspektywy Mary, a potem kolejnych osób, które próbują dowiedzieć się co się z nią stało) i sam Bates – w książce tępawy, gruby 40-latek, w filmie absolutnie uroczy Anthony Perkins, z jego śliczną buzią i chłopięcym uśmiechem. Oba teksty polegają więc na różnych pobudkach dla zmylenia czytelnika/widza – w książce Bates wydaje się za głupi na psychopatę, w filmie – za sympatyczny.

Z resztą gdyby nie Hitchcock, nikt by o Psychozie nie usłyszał. Książka została wydana w małym nakładzie i nie zrobiła na rynku żadnego zamieszania. Podobno przed premierą filmu Hitchcock wykupił wszystkie dostępne egzemplarze, żeby nikt nie mógł zrujnować zakończenia.

Faktem jest też, że Robert Bloch nigdy nie trafiłby na naszą listę, gdyby nie film (i to nie tylko ze względu na kategorię, do której go wrzuciliśmy). Jednym z tych natarczywie powtarzających się motywów (wypowiedzianych wprost do czytelnika, co zawsze niewypowiedzenie mnie irytuje) mówi jak to niemożliwym jest poznanie kogoś naprawdę (uśmiecham się pod nosem, pisząc to zaraz po rozprawieniu się z Obywatelem Kanem), co jest wyraźnym sygnałem dla czytelnika, że nie może zaufać żadnemu narratorowi/fokalizatorowi w powieści – co okazuje się na końcu, przede WSZYSTKIM Batesowi. Ale trzeba by od dziecka mieszkać w jaskini, bez dostępu do środków kultury, żeby nie mieć choćby mglistego pojęcia, co się dzieje w tej historii. Dlatego ogólnie nie warto chyba, może jako jakiś wakacyjny beach read, bo książka nie wymaga żadnego intelektualnego wysiłku.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s