Cryptonomicon, Neal Stephenson

UFF. W KOŃCU.
Zazwyczaj po skończeniu książki, którą czytałam aż tak długo, odczuwam pewien sentyment. Trochę tęsknię za bohaterami i ich przygodami. Czasem nawet nie muszę czytać jakiejś bardzo długiej książki żeby się z nimi zżyć – po prostu jeżeli są wystarczająco interesujący będą przez kilka dni chodzili mi po głowie.
Ale tutaj, meh.
Z jednej strony – cryptonomicon. Książka o kryptografii. Turing. WOOOOW, HYPE. Kryptografia, zwłaszcza ta klasyczna która rządziła II Wojną Światową, to mój konik odkąd dziecięciem będąc skończyłam Zesta. A już pierwsze kilkadziesiąt stron tej cegłowatej książki (wydanie kindlowe ma ~1200 stron) udowadnia że autor zna się na rzeczy i nie będę przewracać oczami jak podczas oglądania seriali telewizyjnych, które pokazują że każdy autor systemu kryptograficznego zostawia sobie w nim furtkę i może później odczytywać wiadomości albo logować się do mega-hiper-super-ekstra-tajnego czegośtam(argh, nawet myśląc o tym się irytuję, PRZECIEŻ TO NIE MA SENSU). No dobra, dostaję książkę o czymś co mnie interesuje i na dodatek dobrze napisaną technicznie. Dlaczego więc nie przeczytałam jej w ciągu trzech dni, a moja reakcja nie zaczyna się od “WOWOWWOWOWOWOMGOMGMOMGM BEST BOOK EVER”?
Bo ta książka pod natłokiem funkcji dzeta, fragmentów kodu w Pearlu i innych ciekawych rzeczy tak naprawdę nie ma fabuły. To nie jest książka artystyczna, która nie musi mieć fabuły, bo autor zrobił coś bardzo wyzywającego jak na swoje czasy i przez to nabiera ona ogromnej wartości artystycznej. A jeżeli nie ma ogromnej wartości artystycznej, to powinna mieć fabułę. A tutaj jest kilka wątków (część z lat 90. część z lat 40.), o których w miarę od początku wiadomo, że w jakiś sposób się zejdą w jednym punkcie, ale nie ma szans na przewidzenie jak. Ani dlaczego miałyby się zbiegać. I w sumie ta zbieżność jest taka wymuszona.
Nie wiem jak potraktować wrzucone do książki wykłady z greckiej mitologii albo wzór na zależność wydajności umysłowej mężczyzny od czasu poprzedniej ejakulacji. Właśnie rzeczy tego typu wypełniają książkę – nie mają wpływu na szczątkową i tak fabułę, ale przedłużają książkę dzięki czemu zamiast 300 stron mamy 1200. Nie mówię, że nie są ciekawe. Po prostu natłok dygresji zaciemnia “fabułę”.
Gdybym musiała przyznać tej książce ocenę 1-10, byłoby ogromnie trudno. Ze względu na to, że kryptografia. Bo gdyby nie to, bez wahania dałabym coś ~3. Dlatego mimo zapewnień, które rzucałam miesiąc temu, nie mam zamiaru sięgać po kolejne książki tego autora. Jedna wystarczy na całe życie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s