Przyjdzie Mordor i nas zje, Ziemowit Szczerek

O ja.

Po pierwsze nie jestem pewna, czy ziomeczek rzeczywiście nazywa się Ziemowit Szczerek. Niby tak właśnie widnieje na wikipedii i nie ma ani słowa o tym, żeby używał pseudonimu literackiego; jako ZS pisze też do takich poważnych pism jak Polityka (właśnie stamtąd wyskoczył mi dziś jakiś jego tekst o Ukrainie na fejsbuku). Z drugiej strony w książce ludzie zwracają się do niego per “Łukasz”. Chyba że to jakaś literacka autokreacja. Bo może to wcale nie jest reportaż. Ale o tym za chwilę.

“O ja” to nie tylko mój komentarz do książki, ale i tytuł pierwszego rozdziału oraz bodaj najczęściej używany na jej stronach wykrzyknik. Przy czym to nie do końca jest wykrzyknik, raczej takie epickie westchnienie, kiedy dzieje się coś czego nie sposób objąć rozumem i stoisz z tą rozdziawioną gębą i jedyne co jest w stanie się z niej wydobyć to właśnie “o ja”. Bo książka jest o hardkorze w wydaniu polsko-ukraińskim. Niby o samej Ukrainie, ale jednak bardziej o Polakach, którzy hurtowo na Ukrainę jeżdżą na fali renesansu reportażu w polskim przemyśle wydawniczym. (Swoją drogą padają w tekście nazwiska tych guru polskiego reportażu, ale tylko Kapuściński jest nazwany mistrzem, Hugo-Bader i Górecki już plączą się tu dość prześmiewczo jako biblie tych polskich podróżników-nieogarów).

No tak. Że reportaż. Ale reportaż w stylu Huntera S. Thompsona i jego gonzo (co wprost powiedziane jest w tekście), więc nie do końca wiadomo, gdzie kończy się prawda a zaczyna inwencja twórcza. Bo tekst jest bardzo w klimacie thomsponowskim. Tak bardzo że to może jednak bardziej powieść niż reportaż (dlatego się zastanawiam czy Łukasz = Ziemowit). Wszędzie wóda i dragi, wszędzie jakiś hardkor niewysłowiony (chociaż w sumie książka jest i o tym, spoiler alert, że tego hardkoru wcale nie ma), jakieś babuszki, rzyganie i skomplikowana przyjaźń (?) polsko-ukraińska.

Mało się interesowałam Ukrainą, moja uwaga zawsze skupiała się na Rosji i Zakaukaziu, więc podchodziłam do tej książki bez żadnych oczekiwań. I jestem pozytywnie zaskoczona, że mimo iż książka nowa i mogłaby sprzedawać się na fali ostatnich politycznych zmian na Ukrainie, to samej polityki nie ma tu za wiele. I język naprawdę szybki do czytania, dość potoczny (vide Thompson), przez to jakoś łatwo się do tego bajdurzenia przywiązać.

Problemem może być tylko to, że wrzuciliśmy to do kategorii 2014, a książka wyszła w 2013 roku. Jak coś to można bez problemu przerzucić do non-fiction. I polecam. Czytajcie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s