The Imitation Game

Na filmwebie wisi pod tym filmem recenzja zatytułowana “Poprawnie o Turingu” i to najlepsze krótkie podsumowanie, jakie przychodzi mi do głowy. Bo to kolejna Oscarowa biografia, która jest wzorowa w każdym aspekcie (estetycznym, formalnym, społecznopolitycznym), a jednak, obawiam się, nie zapada w pamięć i zlewa się z dziesiątkami równie dobrych – “poprawnych” – filmów.

Pierwsza część filmu wydaje się zrobiona na modłę The Big Bang Theory – pośmiejmy się wszyscy z nieprzystosowanego do reszty społeczeństwa geniusza, oh how weird yet lovable! Cumberbatch mocno inwestuje swoją rolą w sheldonowatość i, osobiście, będę trochę zawiedziona, jeśli dostanie za to Oscara. Jendak wolę ten jego przechył dużo bardziej niż Keirę Knightley, która znowu przypomina bardzo głośno szczekającego małego pieska, który rzuca się po ekranie. Mark Strong znowu jest typem spod ciemnej gwiazdy, Charles Dance niewiele się różni od Tywina Lannistera, którego gra w GoT. Ogólnie standard na każdej linii, może z maleńkim plusem dla Rory’ego Kinneara, którego jednak na ekranie za dużo nie było, chlip.

Jeśli natomiast idzie o formę i treść filmu, to napisany sprawnie, z wielopłaszczyznową, przeplatającą się narracją, jakoś tam bawiącą się z widzem (no bo w końcu ten głos z offu na początku filmu bardziej skierowany jest właśnie do publiczności niż postaci w filmie). Muzyka Desplata przyjemna, ale jakoś podobna do całej reszty jego pracy, więc nie pamiętam nic poza jednym utworem (który plumka sobie w tle klasycznie nakręconej sekwencji “geniusz przy pracy”: jakieś nerwowe notatki, jakieś ciężkie rozkminy, jakiś szkic skomplikowanej maszyny przypięty do ściany).

No i ta socjopoprawność. Oj, jak ciężko było być gejem (albo, obv, kobietą) w latach 40. i 50., jakie to społeczeństwo było nietolerancyjne i skostniałe. Oj, jaka II wojna światowa traumatyczna dla Brytyjczyków. Oj, jak to człowiek jest tylko trybikiem w wielkiej maszynie-systemie (tu na przykładzie wywiadu i wojska). Ogólnie wszystkie popularne, dobre tematy, wrzucone do jednego filmu, co może i patrząc z boku nie wyszło tragicznie, a jednak jakoś mnie nie grzeje.

Nie wiem. Nie wyszłam z kina rozczarowana, ale lekki niedosyt zostaje; raczej kolejny film gdzieś tam do zapomnienia.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s