V jak Vendetta

Woohoo! Badass w masce! Tylko że jakoś mało tego badassa. Kiedy już się pojawia, to mało badassuje, bardziej tłumaczy swoje podejście do życia. No i strasznie dużo polityki. Innymi słowy spodziewałam się więcej scen walki, a mniej polityki i filozofii. Ale tak jak jest jest chyba ciekawiej. 400 stron napierdzielania mogłoby mi się bardzo szybko znudzić. Tak jak zwykle nudzą mi się filmy akcji. Serio, zdarza mi się przesypiać te napierdalankowe części filmów akcji, bo za bardzo się na nich nudzę. Ale skoro Vendetta okazała się być czymś bardziej ambitnym, powinnam chyba odnieść się do kilku aspektów (co więcej, chyba chcę to zrobić).

Po pierwsze, zdziwiło mnie to, że nie ma żadnego ruchu oporu. Można próbować to tłumaczyć tym, że wszędzie są kamery, ale przecież okazało się, że nie ma ich w metrze. A metro byłoby idealnym miejscem na spotkania dywersyjno-rozpierdalające. Ba, kamer nie ma nawet przy wejściu do metra (chyba że V przebierał się na jakimś dachu w “cywilne” ubranie przed wejściem do metra, ale to raczej niemożliwe). W ogóle, im dłużej o tym myślę, tym więcej zauważam nieścisłości. Bo skoro jest jedna instytucja, która zarządza wszystkimi kamerami, to gdzie oni je przetrzymują? Ile osób zatrudnia Oko żeby pilnować tego, co się dzieje? Eh, gdyby nie to że muszę napisać reakcję, prawdopodobnie nie zauważyłabym problemów z kamerami, a teraz zacznę o nich myśleć i dojdę do wniosku, że są dziury i Vendetta przestanie mi się podobać, bo jest niespójna, a niespójna fabuła irytuje mnie najbardziej.

Plus, jak już przy tym jestem: skąd V miał dostęp do Fate? Jeżeli ktoś produkuje superkomputer odpowiedzialny za cały Londyn (ej, może to komputer jakoś przeglądał te filmy z kamer i wstępnie wybierał tylko te podejrzane żeby ludzie ogarnęli?), to może powinien go jakoś zabezpieczyć? Rozumiem, V jest geniuszem. I najwyraźniej ma nieograniczone zasoby finansowe mimo że raczej nigdzie nie pracuje. Ale udało mu się podłączyć do Fate i przez 5 lat nikt go nie wykrył? I to udało mu się podłączyć tak, że nie tylko otrzymywał informacje, ale mógł też wysyłać? Nie. Tego już kompletnie nie kupuję i nie widzę w jaki sposób miałabym przekonać siebie, że to jest możliwe.

No i ostatni punkt, czyli to jak dużo w tym wszystkim jest dziur. Jeszcze rok temu ogromnie irytowało mnie, kiedy nie dowiedziałam się czegoś od autora. Jak w Rolandzie, który kończy się zanim cokolwiek zostanie wyjaśnione. Albo w Sherlocku BBC, gdzie w sumie też nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi. Lubię jedną prawidłową odpowiedź. I z jednej strony chciałabym poznać tożsamość V. Ale z drugiej zdaję sobie sprawę z tego, że odkrycie jego twarzy po śmierci byłoby rozczarowaniem niezależnie od tego, kim był. Więc nie zależy mi na twarzy. Zależy mi na jego historii. Kim był zanim został pacjentem z pokoju V? Czy był jakimś genialnym kryptologiem? Co zmienił w nim środek, który mu podano? Właściwie co miał zrobić ten środek? Czy to on sprawił, że V uzyskał nieludzką zręczność? Mam mnóstwo pytań, na które chciałabym uzyskać odpowiedź, ale twarz to najmniejszy problem.

Im dłużej myślę o “V jak Vendetta”, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że ta historia jest okropnie powierzchowna. To świetny pomysł, ale dodałabym do niego więcej szczegółów o V, być może nawet kosztem wiedzy o tym, co dzieje się w polityce. Bo jak dla mnie, polityki było za dużo. Nie lubię polityki.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s