Unforgiven

Zabieranie się do kategorii western od anty-westernu (nie wiem, czy to dobry przedrostek, ale jakiś na pewno ma tu swoje miejsce), zwłaszcza, kiedy o całym gatunku ma się raczej nikłe pojęcie, nie wygląda na najmądrzejsze posunięcie. A jednak, o dziwo, po Unforgiven mam ochotę jeszcze bardziej zagłębić się w tę naszą kategorię – wszystkie te przedpotopowe klasyki, które nam Maria wypisała – żeby ładnie zestawić je sobie z tym, co właśnie obejrzałam.

No bo jednak odnoszę wrażenie, że cały ten film to jeden wielki dialog z gatunkiem. Absolutnie nic nie jest czarno-białe, jak to w klasycznych westernach bywa, rewolwerowcy ogólnie nie bardzo lubią strzelać, a prostytutki nagle przestają być biernymi poszkodowanymi obiektami (!) i zyskują moc sprawczą (!!!). Nie wspominając już o tym jednym wielkim mrugnięciu okiem w stronę widza przez wprowadzenie metanarracji: po ekranie biega pisarzyk-biograf, który co chwila zmienia obiekt swojej kroniki, podążając tak naprawdę tylko za historią i bezkrytycznie spisując wydarzenia w wersji, którą właśnie ktoś pierwszoosobowo mu przedstawia. A ponieważ każdy tu snuje legendę na własny temat, tylko w relacji osób trzecich na jaw wychodzi, jak różna jest ona od prawdy.

Jednak pisarzyk, kiedy sam staje się świadkiem jednej z takich przyszłych legend u samego jej źródła, potrafi jedynie zachłannie dociekać detali wydarzeń, próbując jak najwierniej je odwzorować, tracąc coś jednak ze zrozumienia całej sytuacji. Ta “wierna” wersja także okazuje się niesatysfakcjonująca, bo w swojej dokładności staje się jedynie suchą relacją. Niedobry postmodernizm znowu jęczy nad ubóstwem języka (tu także filmowego).

Chociaż absolutnym moim ulubionym meta-smaczkiem była scena, gdzie ktoś zwraca się do pisarza “We could use some rain here, Mr Beauchamp!” – i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mamy naszych trzech jeźdźców podróżujących w okropnej ulewie. Ot, siła sprawcza autora!

Chyba wszystko mi się w tym filmie podobało, od starannie uplecionej, antycznej niemal w swojej nierozwiązywalności intrygi, po pojedyncze dialogi, takie jak rozmowy Boga z Clintem o masturbacji. No gdzie indziej o takie rzeczy w westernie?! bo chętnie przyjmę.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s