Sandman: Preludes and Nocturnes, Neil Gaiman

Wow.

Powtórzę się: Gaiman jest nędznym pisarzem, ale ma absolutnie genialną wyobraźnię. W jego książkach nie znoszę fragmentów, które są opisami lub w jakiś sposób wprowadzają/napędzają fabułę. Dlatego Gaiman w wydaniu komiksowym jest tak wyborny: wszystko to, co mi przeszkadzało, przekazywane jest za pomocą obrazu, nie słów. I sprawdza się w stu procentach. Poproszę więcej.

Trochę problemem było dla mnie odnalezienie się w uniwersum DC, bo znam je tylko szczątkowo i musiałam się posiłkować wikipedią. Nie mogłam się też powstrzymać od odtwarzania w tle piosenek, które pojawiły się w rozdziale z Constantinem. Wszędzie tyle smaczków, że Sandmana naprawdę można by analizować akademicko.

Nie do końca jednak podpasowała mi stylistyka komiksu – momentami nie wiedziałam, na co patrzę (i nie wynikało to akurat z oniryzmu fabuły). Dla historii jestem jednak gotowa się przemęczyć i czytać kolejne tomy. I proszę, tak, zróbcie z tego serial (czy tam film), tylko dobry, bo świętokradztwa na tym gruncie nie zniosę.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s