Książę, Niccolo Machiavelli

Na dobry początek, bez komentarza z mojej strony, ulubiony cytat z tej książki:

szczęście jest jak kobieta, którą trzeba koniecznie bić i dręczyć, aby ją posiąść

Pierwszą rzeczą, jaką mam ochotę zrobić po skończeniu Księcia, to powrót do Rodziny Borgiów, w wersji książkowej (Mario Puzo!) albo serialowej (Jeremy Irons!), bo tam właśnie głównymi postaciami są Aleksander VI i Cezar Borgia, a Machiavelli rozpływa się nad nimi co parę stron (i, z tego co pamiętam z serialu, ma rację – Włochy w tym okresie musiały być bardzo ciekawym poletkiem dla wojen i intryg, a Borgiowie doskonale manewrowali pomiędzy stronnictwami). No i oczywiście nic nie pamiętam z Historii przez duże “ha”, więc większość tych Machiavellowych komplementów nie dosięgła mojego mózgu we właściwy sposób.

W ogóle Książę to bardzo dobry podręcznik historii, zwłaszcza starożytnej (wiem, że Renesans, powrót do Antyku etc., no ale). Nadmiar imion i tytułów, przynajmniej u mnie, powodował jednak w większości przypadków zamęt i mętlik w głowie. Rozumiem, że złote rady wujka Niccolo trzeba było okrasić przykładami, ale trzeba naprawdę głęboko siedzieć w historii, żeby się nie pogubić. Z drugiej znów strony nie ma co zapominać, że ten traktat nie był pisany dla szerokiej publiki, a do obowiązków młodego włoskiego księcia na pewno należało wkuwanie dziejów wielkich wojen.

Dużo się dowiedziałam o budowaniu twierdz i umacnianiu władzy poprzez zakładanie kolonii, ale ponieważ nie planuję uprawiać swojego poletka pod Radomiem, to trochę zbędna wiedza. No, może niekoniecznie, bo dość łatwo przełożyć ją na inne dziedziny życia, ale jakoś nie czuję się specjalnie skuszona ekspansjonizmem. Za to wszystkie rady z kategorii “psychologia” wydają się o wiele cenniejsze: nie bądź neutralny, bo zawsze bardziej opłaca się opowiedzieć po którejś ze stron i zaskarbić sobie wtedy ich wdzięczność; bądź przebiegły jak lis (i dzielny jak lew, ale ta pierwsza część bardziej mi się podoba); wystrzegaj się pochlebców (co brzmi dość zabawnie w kontekście tych wszystkich komplementów, które Machiavelli prawi rodzinie Medyceuszy w ostatnim rozdziale).

Ogólnie: umiarkowanie ciekawa lektura, ale przekonuje mnie, że nie do końca jaram się historią wojskowości. Obowiązkowo wypada jednak znać.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s