Re-read: The Great Gatsby, F. Scott Fitzgerald

Kiedy zaczynałam ten re-read w lipcu myślałam o całkiem innych rzeczach i, o ile dobrze pamiętam, irytowałam się prawie wszystkim w tej książce. Nic mi się nie zgadzało, wszystko pamiętałam inaczej, cała nowojorska elita była jeszcze bardziej pretensjonalna i denerwująca, a Nick Carraway jeszcze bardziej naiwny. Więc rzuciłam to w cholerę, bo po co wkurzać się na jedną ze swoich ulubionych książek.

I dobrze zrobiłam. Bo teraz, kończąc te kilka rozdziałów, zamiast na postaciach, które w końcu mają być irytujące, skupiłam się na języku i fragmentach, których nie pamiętałam – i czułam, jakbym odkrywała tę książkę na nowo. Drobne szczegóły, które pomagają stworzyć świat powieści – jak dźwięki muzyki dochodzącej z ulicy – wcześniej całkiem mi umknęły. Teraz natomiast te detale (a w końcu Fitzgerald jest uważany za mistrza detalu w opowiadaniach) zbudowały całkiem nową książkę.

Jeszcze jedna rzecz: gdzieś w internecie przeczytałam krótką analizę Gatsby’ego, która sugerowała, że w małej części jest Mulatem i cała książka, oprócz społecznego, ma też wydźwięk rasowy. I rzeczywiście, znalazłyby się fragmenty dla potwierdzenia tej tezy. Trochę szkoda, że nie można spytać Fitzgeralda czy rzeczywiście miał zamiar umieścić taki wątek w swojej powieści, bo jeśli tak, to woooo, a whole new world.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s