Everything is Illuminated, Jonfen Safran Foer

Ta książka podobała mi się tak bardzo, że nawet nie wiem od czego zacząć. Widziałam film, też mi się podobał ale z innych względów (z tego co pamiętam, nie było w nim wstawek o historii Trachimbrodu, ale mogę się mylić) – był lekki do oglądania, chwilami zabawny, chwilami smutny.

Za to książka. Ma trzy przeplatające się ze sobą części: listy Alexa do Jonathana, opis poszukiwań Trachimbrodu (pisane przez Alexa) i historia (pisane przez Jonathana).

Na początku książki listy Alexa są pisane typowo szkolnym angielskim. Zamiast prostych słów, pojawiają się dużo bardziej skomplikowane, bo takich używa się w podręcznikach, no bo przecież to oczywiste że w zwyczajnej rozmowie będziesz szukać jak najbardziej długich słów, a nie tych prostych. Początek jest komiczny z “disseminate currency” czy “premium person”. Z biegiem książki widać, jak pod wpływem poprawek Jonathana i jego części książki, angielski Alexa ulega znacznej poprawie. Nadal używa swoich typowych słówek, ale dziwność nie rzuca się już w oczy tak jak poprzednio. Oprócz zmian w języku, widać też zmiany w konstrukcji rozdziałów. Wszystko staje się dużo bardziej przemyślane i poprawia się jakość listów tak, że pod koniec nie da się rozpoznać kto pisał daną część patrząc tylko i wyłącznie na to jak została ona napisana.

Rozdziały opisujące poszukiwania Trachimbrodu też są pisane przez Alexa. I podobnie jak listy, zaczynają się od łamanej angielszczyzny, która z czasem ulega znacznej poprawie. Kolejna rzecz, która zmienia się w trakcie, to wyobrażenie o wyglądzie narratora. Po opisie, który znajduje się w pierwszych rozdziałach można pomyśleć, że to typowy dresik: przykłada dużo uwagi do wyglądu, pewnie jakiś złoty łańcuch albo dwa, szlaja się po dyskotekach i rucha co popadnie. Język i konstrukcja rozdziałów przyczyniają się do obrazu człowieka, który nie ma za dużo w głowie. A potem listy stają się coraz bardziej filozoficzne. W międzyczasie dowiadujemy się, że Alex jednak nie jest tak wysoki i wysportowany jak twierdził na początku, nie sypia z kim popadnie. Właściwie to nie spał jeszcze z dziewczyną, ups. Czyli jednak wrażliwy człowiek, który dba o młodszego brata i ma ogromną ilość przemyśleń filozoficznych? Muszę przyznać, że dobrze się ukrywał.

A potem jest jeszcze ten fragment, w którym jego dziadek opowiada co się stało. Cała opowieść jest napisana w nawiasie, jakby była skierowana tylko do Jonathana, nie miała być opublikowana. W pewnym momencie interpunkcja przestaje istnieć. Słowa zlewają się jedno w drugie. Opowieść mknie. Wszyscy wiedzą co się stanie, ale i tak oderwanie się od czytania jest niemożliwe.

No i w końcu pisana przez Jonathana część o historii Trachimbrodu. Gdzie noworodek wypływa z rzeki, a człowiek z piłą w głowie żyje jeszcze przez kilka lat. Gdzie młyn co roku zabija przynajmniej jednego człowieka, bo Bóg się wściekł że bułki są za dobre (bo przecież nie dlatego, że BHP). Ludzie spisują swoje sny, inni ludzie spisują wszystko co się dzieje, nawet to że to spisują. Cała historia jest baśniowa, nic co się dzieje nie jest za bardzo wiarygodne. Plus, czyta się dużo trudniej niż Alexowe części. Ale to chyba dobrze, przynajmniej na pierwszy rzut oka widać, że jest pisane przez dwie różne osoby.

Ale końcówka. Bo powiedzmy, że przez całą książkę, traktuję listy Alexa i jego sprawozdanie z poszukiwań jako coś, co stało się naprawdę. Nie naprawdę-naprawdę, ale naprawdę na poziomie książki. Historia – tutaj od początku do końca nie ma wątpliwości, że wszystko jest wymyślane przez Jonathana. Ale listy i poszukiwania brzmią jak coś, co mogłoby się wydarzyć. A potem nadchodzi ostatni list. List napisany przez dziadka. W pewnym momencie fragment listu wydaje się znajomy. Przypominam sobie skąd go znam – pojawił się wcześniej, kiedy Alex czytał notatki Jonathana. Czyli już przed znalezieniem Trachimbrodu Jonathan wiedział, że dziadek napisze list do Alexa. Czyli ten ostatni list stanowi kolejną warstwę prawdy. Ale czy to znaczy, że wszystkie listy nie były prawdziwe (na poziomie narracji poszukiwań Trachimbrodu)? Ale zgodnie z wszelką logiką, dołączane do nich rozdziały dotyczące poszukiwań powinny być na tym samym poziomie prawdy. Czyli są równocześnie na tym samym poziomie i na różnych, co prowadzi do paradoksu i ta książka nie podoba misię już tak bardzo bo paradoksy są złe i nie powinno się do nich dopuszczać bo wszechświat wybuchnie i nie będzie już niczego tak jak nie było Trachimbrodu po wojnie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s