Hańba, J. M. Coetzee

Dawno żadna książka nie pozostawiła mnie tak przygnębioną. Pamiętam, że kiedy wcześniej sięgałam po Coetzeego też skończyłam przybita, ale nie wydaje mi się, że aż tak jak po Hańbie – bo cała ta książka jest jednym wielkim procesem poddawania się w sytuacjach z których istnieją lepsze wyjścia.

I może właśnie dlatego bardzo mnie to boli – bo jeszcze nie mam siły się poddać i irytuję się, gdy bohaterowie zamiast stanąć do walki o swoje prawa w imię niejasnych zasad coraz bardziej ustępują pola. Może za słabo znam historię RPA, żeby zrozumieć ich motywację – a może chodzi właśnie o to, żeby pokazać kraj ogarnięty niemocą, niezdolnością do odwołania się do obiektywnych zasad w imię pokuty za błędy kolonialnej przeszłości. Ciężkie to i smutne, i jakoś wykraczające też poza sferę polityczną w kierunku bardziej egzystencjalnych rozważań.

I tyle martwych psów – czy naprawdę trzeba było? (Wiem, że trzeba, i normalnie mnie to nie rusza, ale w tej książce to tylko wisienka na torcie.) Coetzee jest noblistą i obie przeczytane przeze mnie książki doskonale uzasadniają wybór szwedzkiej akademii, ale nie jestem w stanie tak po prostu przyznać Hańbie gwiazdek czy punkcików, bo “dobrość” tej książki leży na całkiej innej płaszczyźnie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s