Ulysses, James Joyce

Wreszcie. Czuję, jakbym czytała tę książkę pół życia. Od popisywania się w pierwszej klasie gimnazjum i porażce po kilku pierwszych stronach, przez niezliczone rzeczy przeczytane lub usłyszane o Ulissesie, po czerwiec, kiedy wreszcie zaczęłam czytać na poważnie, a i tak ledwie się wyrobiłam przed końcem roku.

Nie wiem, czy to jest książka, którą zabrałabym na bezludną wyspę (duh), ale na pewno można do niej wracać dziesiątki razy i stale znajdować coś nowego. Nie łudzę się, że zauważyłam choćby 10% z tego, co tam siedzi. Gdyby nie opracowania i streszczenia, które pilnie przeglądałam po każdym rozdziale, pewnie w ogóle nie wiedziałabym o co chodzi. Były jednak momenty czystej literackiej przyjemności, kiedy krótki fragment potrafił zatrzymać mnie w pół akapitu, żeby aż palnąć się w czoło nad geniuszem tego tekstu.

Cały świat Joyce’a jest tak spójny, że po Dublińczykach Portrecie artysty… jeszcze wydaje mi się, że doskonale znam te postaci, tak jakbym sama je napisała (niesamowity rozdział Itaka na pewno potęguje to wrażenie, bo pierwszą myślą, jaką miałam przy czytaniu było: to wygląda jak notatki pisarza, który musi znać jak najwięcej szczegółów dotyczących swoich postaci). Może w tym właśnie tkwi wyjątkowość Ulissesa – jego postaci stają się nad-realne, żyją własnym życiem gdzieś poza obszarem tekstu.

Niemniej nie potrafię wystawić tej książce oceny. Może po trzecim, czwartym przeczytaniu jej, kiedy nie będę już musiała skupiać się na wydarzeniach. Na razie jednak za całą ocenę wystarczyć musi krótkie słowo: wow.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s