Diuna, Frank Herbert

Ech, gdybym tak zaczęła czytać Diunę 5 lat temu…

Największym minusem jest język, który pewnie nie razi aż tak w oryginale, ale po polsku brzmi biednie i prostacko. Fajne są neologizmy (na kilometr cuchnie mi tu inspiracją dla Dukaja), ale nie na tyle, żeby pociągnąć za sobą cały tekst, który miał zapewne brzmieć egzotycznie i nie z tego świata. Bardzo z tego świata są natomiast motywy, które roboczo ochrzciłam “Lawrence z Arabii w pustyni i w puszczy”, czyli odniesienia do islamu i kultury arabskiej. Diuna jest z lat 60., kiedy w tych właśnie rejonach dużo się działo, nawiązania zdają się zatem całkiem sensowne, jednak trochę zbyt nachalne. Plus cała otoczka religijna na poziomie tekstu, której nie kupuję, a która zapowiadała się tak dobrze.

Gdybym zaczęła czytać Herberta w liceum, pewnie sięgnęłabym po całą serię. Nastoletni bohater byłby mi bliższy i ewoluowałabym razem z nim. Tymczasem: meh. Trochę (słabo napisanej) napierdalanki, trochę pseudo-religii/filozofii, dużo zmarnowanego potencjału postaci (te ciekawe albo bardzo szybko umierają, albo pojawiają się tylko w epizodach). Paul był na początku fajny, ale potem za bardzo odpłynął; podobnie jego matka. Pod koniec ciężko było im “kibicować”, mimo że racje ich postaci zostały wyłożone bardzo logicznie. To taka trochę stereotypowa laurka wystawiona fantastyce: dużo chciałem, ale wyszło, jak wyszło…

Przeczytam sobie streszczenia kolejnych części, ale już nie całe książki.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s