Frankenstein, Mary Shelly

Wow. Much sublime. Wow. So transcended. Victor much bad. Wow. Monster need much love.  (nie chciało mi się ściągać gimpa tylko po to, żeby zrobić z tego prawdziwego pieseła, sorry).

 

Dawno nie przedzierałam się przez książkę z takim bólem. Nie potrafię wymienić ani jednej rzeczy, która miałaby w niej sens. Victor zachowuje się jak XIX-wieczna dziewczyna, która przez to, że nie może oddychać co chwila mdleje. Potwór wstał – mdleje. Zobaczył zwłoki przyjaciela – wykrzykuje jakąś wyjętą z dupy kwestię i mdleje. I to tak porządnie mdleje – na przynajmniej dwa miesiące. Przez całą książkę cierpi tak, że Werter pewnie z zazdrości ma ochotę pomóc potworowi – przecież wyimaginowane cierpienia i bycie kompletnym idiotą było do tej pory jego domeną.

Jak to się w ogóle stało, że ta książka jest jeszcze czytana? I ekranizowana? Po przeczytaniu mam wrażenie, że nawet “Ja, Frankenstein” będzie miało więcej sensu, niż miałby film, który oddaje książkę w całości.

Plotu praktycznie nie ma, postaci w ogóle nie ma – cecha charakterystyczna każdej z nich to to, że jest cnotliwa i dobra i kocha wszystkich ludzi. Oprócz potwora. Potwór też chciał taki być, ale ci cnotliwi mu to wyperswadowali. Bo skoro wygląda jak potwór, to musi się zachowywać jak potwór. Proste.

Wracając do głównego bohatera. JAKI IDIOTA NIE ZASTANAWIA SIĘ NAD TYM CO BĘDZIE, JAK EKSPERYMENT SIĘ SKOŃCZY? Serio, pracuje nad czymś przez rok i nie zastanawia się nawet przez chwilę co będzie, jeżeli w końcu mu się uda? Nie. Potwór ożył, Victor przypomniał sobie, że jednak jest 16-letnią dziewczynką i uciekł -.- taki geniusz, a nie pomyślał o żadnych środkach ostrożności? I o co chodzi z tym, żeby stworzyć 2,5-metrowego człowieka? Po co? Bo nie chciał zaczynać od czegoś małego, bo był próżny? To zwykłej wielkości człowiek by wystarczył. A nie, pozszywać sobie takiego, którego sam się boisz. Great job.

Nie wiem, czy ma mi być szkoda Frankensteina, czy jego głupota ma być jakąś lekcją, ale dostał to, na co zasługiwał. Tak głupich ludzi powinno się tępić. TEAM MONSTER!

Rzecz która nie ma sensu, numer tysiąc pięćset sto dziewięćset: czy w tym domu, w którym się nauczył mówić przykładali do tej dziury w ścianie książkę i pokazywali mu literki, mimo że nie wiedzieli, że tam jest? Bo nie widzę innego sposobu, żeby nauczył się czytać obserwując ich życie.

Teraz czas na to, co zwykle.

Załóżmy przez chwilę, że Frankenstein ma mózg. Naciągane, wiem. Skoro stworzył tego potwora i to nie jakąś myszkę, tylko prawdziwe bydle, to ma też jakieś ambicje. I teraz, okazuje się, że jego potwór jest ponadprzeciętnie inteligentny, charyzmatyczny, zwinny i ma wysoką odporność na skrajne temperatury. Serio. Dlaczego nie stworzył całej armii? Bo nie ma mózgu. Sprzeczność z założeniem.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s