Slaughterhouse-five, Kurt Vonnegut

We wstępie dowiadujemy się o tym, że książka będzie o wojnie. I że będzie antywojenna. Dobrze, że był ten wstęp. Bo z samej treści trudno to wywnioskować.

Serio, widzimy całe życie Billy’ego, nie tylko wojnę. Widzimy, że Billy prowadzi całkiem niezłe życie, z odrobiną tylko PTSD. Wydaje mu się, że podróżuje w czasie, że został porwany przez kosmitów, bo czytał takie książki – ale to przecież nie wina wojny, tylko tego wypadku samolotowego, prawda? Przynajmniej dopiero po wypadku zaczyna o tym mówić, więc na to wygląda.

Fragmenty związane z wojną są krótkie i nie mówią za dużo. Miało być o tym, że byli dziećmi. Na początku było. Weary miał 18 lat i cały czas zachowywał się jak półinteligentny licealista. Ale później? Co za różnica, czy ci bezradni ludzie to dzieci, czy nie? Ważne jest to, że nie mieli za grosz woli walki. 100 pilnowanych przez 6 żołnierzy, którzy byli w niewiele lepszym stanie niż oni? To większy żart, niż Starkowie zostawiający Winterfell praktycznie bez obrony, podczas gdy Greyjoyowie mają statki na sąsiadującym morzu. I mniej więcej tyle czuje się w stosunku do tych bohaterów. Od początku nie martwisz się o Billy’ego – jedynego bohatera do jakiego można się przywiązać, bo wiesz że przeżyje. Nie mówiąc już o tym, że Billy jest na tyle mdły i obojętny na wszystko, co się dookoła niego dzieje, że trudno się do niego przywiązać.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s