Rebecca, Daphne du Maurier

W końcu. W końcu udało mi się przedrzeć przez to książkowe okropieństwo. 

Może kiedyś to było oryginalne, ale po Zmierzchach i innych Igrzyskach Śmierci mam już dość młodych bohaterek, które są nieśmiałe, niepewne siebie i cały czas podkreślają jak bardzo nie potrafią się ubierać (oczywiście dostarczając nam szczegółów), a potem nagle BUM! spotykają swojego księcia z bajki, żyją długo i szczęśliwie zaraz po tym, jak pokonają małą przeszkodę życiową (no dobra, w Igrzyskach było trochę inaczej).

Myślę, że gdybym znała się na książkach, miałabym coś do powiedzenia na temat tego, jak ważną rolę w książce odgrywał dom. Pewnie coś jak miasto w Lalce (to akurat przerabialiśmy na lekcjach i pamiętam😛 ) – kolejny bohater, równie ważny, bla,blablabla. Dla mnie to tylko sterty opisów, przez które trzeba się przemęczyć żeby dotrzeć do tej znikomej treści. 

Max wziął pistolet “żeby nastraszyć”. Aha. Już to słyszeliśmy. I wyprowadziła go z równowagi? Czym? Śmiechem? Serio.

I ta narratorka. Taka bezpłciowa, nudna, głupia… a, chwila, o tym już pisałam. Tak czy inaczej: AAAAAAAAAAAARGH.

I w końcu w książce pojawia się jakaś zdecydowana i pewna siebie kobieta i jest przedstawiana w złym świetle. Bo nie kochała swojego męża. Ślub był zaplanowany przez innych ludzi. Miała do tego prawo. Mogła nim gardzić, nie można jej za to winić. Ale nieeee. Głupia gęś narratorka musi wziąć stronę tego psychopaty (nie żebym miała coś przeciwko psychopatom). Psy w ogóle do niego nie podchodzą. Jasper woli, żeby głaskała go ona, niż Max. Well, nic dziwnego. Psy znają się na ludziach.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s