Frankenstein, Mary Shelley

Chyba największym minusem było to, że po adaptacji Royal National Theatre znałam dość szczegółowo całą fabułę, przez co zabrakło ciekawości, która pchnęłaby mnie do szybszego przeczytania książki.

Nie chcę rozpływać się w oczywistościach typu “i kto tak naprawdę jest potworem”, “odpowiedzialność twórcy wobec dzieła”, “wynikające z takiego eksperymentu kwestie bioetyczne”. Bo najbardziej podobało mi się jak zorganizowana została opowieść.

Forma listów, użyta na kilku poziomach opowieści, pozwoliła wielu postaciom przemówić własnym głosem. A właśnie te kolejne poziomy tak bardzo przypadły mi do gustu: Walton opisuje siostrze w listach swoją ekspedycję na Biegun Północny; w nich także przytacza historię Frankensteina, którego pierwszoosobowa narracja zawiera także podaną w pierwszej osobie historię kształtowania się osobowości Potwora. Na koniec na tym najbardziej “zewnętrznym” poziomie Waltona Potwór wypowiada się bez pośrednika w osobie swojego stwórcy, przy czym odbiór jego słów jest przefiltrowany przez jeden punkt widzenia mniej (mimo że Walton nadmienia, że Frankenstein sam poprawiał spisaną przez niego wersję jego dziejów). Tak czy siak, wygląda to misternie i ambitnie, a wykonane zostało bezbłędnie.

Bije też duchem epoki romantyzmu – trochę za dużo kojącej umysł roli przyrody jak na moje gusta.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s