Rebecca, Daphne du Maurier

Wowowowow, chyba czas zacząć korzystać z sugestii goodreads, bo ta książka wyskakiwała mi w rekomendacjach od paru miesięcy. I stawiam ją obok “Opętania” A. S. Byatt jako wybitny romans-nieromans, przekraczający granice gatunku.

Bo to istna hybryda. Zaczyna się konwencjonalnie, biedna młoda dziewczyna poznaje tajemniczego starszego mężczyznę, wszystko dzieje się szybko i niespodziewanie, emocje sięgają zenitu, och, ach, będziemy tacy szczęśliwi. Szybko jednak książka zamienia się w powieść gotycką – stara, dziwnie pusta posiadłość, szepty i półsłówka gdy w rozmowach wypływa imię Rebeki, tragicznie zmarłej pierwszej żony pana domu. The plot thickens i niespodziewanie lądujemy w konwencji kryminału. Bez banalnych rozwiązań, bez zwiędłego romantyzmu – wręcz waham się, czy rzeczywiście można to zakwalifikować jako romans in the first place.

W całym tekście ani razu nie wymienione jest imię narratorki, do której wszyscy zwracają się jako “Pani de Winter”, za to “Rebeka” powtarza się obsesyjnie, zdając się posiadać “magiczne” właściwości, jak wycedzone przez zęby przekleństwo. I choć nieobecna cieleśnie, Rebeka przeważa w opowiadanej historii.

Inną sprawą jest, że narratorka jest młoda, dobra i skromna – przeciwstawiona (jak dowiadujemy się w trakcie lektury) demonicznej Rebece. Chociaż mamy obserwować jej rozwój, utratę niewinności i ukształtowanie się osobowości to, przynajmniej dla mnie, nadal pozostaje postacią drugoplanową. Irytuje jej niedostatek inteligencji, który nie pozwala na szybsze zorientowanie się w sytuacji, jej przesadzona nieśmiałość i zwłaszcza jedna, absolutnie nie do przetrawienia scena: kiedy Max wyznaje, że zamordował Rebekę, jej jedyną myślą jest “a więc jej nie kocha, kocha mnie!”. NIE DO PRZETRAWIENIA.

I tu powstaje pytanie: co autorka chciała tak naprawdę osiągnąć. Jeżeli nie lubimy narratorki przez te wszystkie bzdurne etapy jej rozwoju, prowadzące do tego jakże rozczarowującego punktu kulminacyjnego, gdzie nadal najważniejszą informacją jest MÓJ MĄŻ MNIE JEDNAK KOCHA, a nie MÓJ MĄŻ ZAMORDOWAŁ SWOJĄ PIERWSZĄ ŻONĘ – kogo mamy lubić? Wynikałoby z tego, że Rebekę. I ja zdecydowanie jestem zafascynowana jej postacią – jej skrajnie egoistycznym czerpaniem z życia, manipulowaniem wszystkimi dookoła,  niepodporządkowaniem się ówczesnej moralności i wreszcie fantastycznym finałem jej życia. Rebeka jest jednak wzorcową socjopatką i ciężko opowiedzieć się po jej stronie – tym bardziej, że oznacza to odrzucenie wszystkich “pozytywnych” bohaterów powieści.

Jednak przez to, że nie wierzę, żeby narratorka napisana była z sympatią ze strony pisarki i że cała książka nie dostarcza prostych odpowiedzi (dlaczego kibicujemy mordercy? czy więc powinniśmy kibicować jego ofierze? nie, bo nie zamordował jej bez przyczyny, itd .itp.), jestem tak bardzo SFRUSTROWANA pisząc tę reakcję i jednocześnie uważam, że książka jest aż TAK dobra. Ląduje na mentalnej półce obok “Nieznośnej lekkości bytu”, w kategorii Książki, które mnie wkurwiają, ale o których nie mogę przestać myśleć. A to najlepsza z możliwych etykiet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s