Pani Bovary, Gustave Flaubert

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czytała książkę, w której aż tak bardzo nie lubiłabym (no, może z jednym wyjątkiem) wszystkich postaci. Wszyscy są na swój sposób żałośni, głupi i chciwi. Co więcej, jestem pod wrażeniem, że książka nie do końca jest o tytułowej bohaterce – prędzej o jej mężu, którego historia spina powieść klamrą.

W kobiecym kontekście Anny Kareniny i PrzebudzeniaPani Bovary wypada bardzo przeciętnie – ale też różne cele przyświecają poszczególnym autorom. O ile nigdy nie brakowało mi sympatii dla bohaterki Tołstoja, o tyle Emmy Bovary – jej rozdmuchanej, książkowej romantyczności, braku perspektywicznego myślenia i strasznej, strasznej, podszytej głupota naiwności – znieść nie jestem w stanie. Flaubert chciał potępić jej brak umiarkowania i ja potępiam ją razem z nim.

Wyjątkowo ciekawą, bo aż tak parszywą postacią był też aptekarz: pozbawiona kręgosłupa moralnego karykatura swoich czasów. Czuć ducha naukowego postępu, ale jest on wyszydzony na wiele sposobów.

Ogólnie: mieszane uczucia. Trochę niesmak w ustach.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s