The Sun Also Rises, Ernest Hemingway

Lubię Hemingwaya, chociaż tak mało się u niego dzieje. Tzn dzieje się dużo, ale nic z tych wydarzeń nie ma większego znaczenia. Zdania, które ciągną się w nieskończoność – tak jak nieskończona zdaje się być fiesta. Niby cały czas zabawa, a wieje nudą. W końcu książkę otwiera najsłynniejszy bodaj modernistyczny epitet G. Stein: lost generation.

Niby podobała mi się ta książka, a jednak nie przejęłam się nią za bardzo. Wszyscy główni bohaterowie Hemingwaya są tacy sami, więc co nowego można powiedzieć o Barnesie? Najciekawszy z całego towarzystwa był, paradoksalnie, Robert Cohn, gość tak żałosny, że aż interesujący. Nie mając pojęcia o czym jest książka, kiedy po nią sięgałam, z początku byłam przekonana, że to on będzie jej główną osią – pierwsze rozdziały skupiają się na jego charakterystyce.

Po konsultacji z wikipedią wiem już, że to pierwsza powieść Hemingwaya – i rzeczywiście, dużo bardziej przypomina opowiadania niż Pożegnanie z bronią. Zastanawia mnie tylko, czy fizycznie możliwe jest picie takich ilości alkoholu jak bohaterowie książki. I po co tam te antysemickie wstawki – wiem, że to obraz epoki bardziej niż konkretnego człowieka, ale i tak nieprzyjemnie biły po oczach.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s