On the road, Jack Kerouac

Musisz przeczytać, mówili. Legendarna książka, mówili. Nakłoniła tyyyyle osób do rzucenia pracy i zmiany trybu życia na taki, który przyniesie im więcej szczęścia, mówili.

Faktem jest, że rozmowa o tej książce uratowała mi tyłek na zaliczeniu z amerykańskiej. I gdyby nie to, pewnie nawet bym do niej nie zajrzała.

Pierwsze ~40% książki czytało się bardzo przyjemnie. Podróże po całej Ameryce, dziwni ludzie, których można było spotkać po drodze. Czytało się nawet przyjemnie. Ale później, jak to powiedział jeden z moich kolegów “co ciekawego może napisać człowiek, który spędzał cały czas na opierdalaniu się?”. Nic.

Po tej pierwszej części, kiedy poznajemy Sala Paradise i Deana Moriarty’ego, książka zaczyna się nudzić. Wszystko się powtarza. Salowi nudzi się w Nowym Yorku, Dean nie może wysiedzieć na miejscu z żoną (później z żoną i dziećmi) i wyruszają na kolejną przygodę. Spotykają innych ludzi, pojawiają się inne opisy metafizycznych przeżyć. Ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to już było. Kilka razy. Przeżywamy świat, jesteśmy jednością z naturą.

Nie pojmuję, jakim cudem ktokolwiek po przeczytaniu tej książki mógłby chcieć zamienić swoje “nudne”, niezmienne życie w jednym miejscu, z dachem nad głową i stałą pracą na to, co robili bohaterowie tej książki. Ich życie nie miało żadnego celu, żadnego sensu. Wszystko było płynne, wszystko nudziło ich po kilku godzinach. Dean nie potrafił utrzymać żadnej przyjaźni. Egocentryk, który brak sensu życia nadrabia dobrą miną. Podróżuje po całym kraju tylko dlatego, że nie potrafi sobie poradzić ze swoim życiem. Zachowuje się tak, jakby nic go nie obchodziło nie dlatego, że jest na to zbyt dobry, tylko dlatego, że się boi.

Nie wiem, jaki naprawdę był człowiek, na którym została oparta postać Deana. Sal/Jack wydaje się być nim cholernie zafascynowany, przez to nie jest obiektywny. Ale to, co widzę to człowiek, który udaje, że wszystko go fascynuje, cały czas szuka nowych doznań, bo chce coś poczuć.

Jest wiele rzeczy dotyczących tej książki, których nie ogarniam. Dlaczego ktoś mógłby pomyśleć, że Dean i Sal są wzorcami, a nie czymś, czego trzeba unikać za wszelką cenę? Jak ktoś może przeczytać tą książkę w całości nie nudząc się przy tym na śmierć? I najważniejsze: czy to ze mną jest coś nie tak, skoro tak bardzo mi się nie podobało?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s