To Kill a Mockingbird, Harper Lee

Przez dobre 40% tekstu nic nie zapowiadało, że aż tak spodoba mi się ta książka.

Opowieści o dzieciach, zwłaszcza z punktu widzenia naiwnego narratora, czytałam już parę, za każdym razem wrzucając je  w myślach na półkę przeczytane/zapomniane. Nigdy nie potrafiłam zachwycić się nimi tak, jak ci, którzy podkreślają, jakie to czyste i niewinne są dzieci i jak wiele można się dowiedzieć patrząc na świat oczami dziecka. Bzdury. “Najmłodszym” wartym uwagi gatunkiem był, jest i zawsze będzie Bildungsroman.

Oh well. How very, very silly of me.

Chociaż mogłabym kłócić się, że to wcale nie jest dziecięcy narrator. Ewidentnie postać, która relacjonuje wydarzenia jest starszą wersją Jean Louise/Scout. Dzielą je lata, a wraz z nimi dojrzałość/doświadczenie. Fabuła nie raz jest antycypowana, krótkie zdania w stylu “Thus began our longest journey together.” krzyczą UWAGA ZARAZ COŚ WYBUCHNIE! (i wtedy całkiem już nie sposób oderwać się od ksiażki, nicely done, Ms. Lee). Tak czy siak, naiwny narrator to tylko poza, bo i tak jesteśmy wodzeni za nos dokładnie tam, gdzie mamy wylądować (jak inaczej wytłumaczyć fakt, że Scout zapamiętuje w całości długie rozmowy dorosłych, skoro niejednokrotnie powtarza, że nic z nich nie rozumie?). To jednak dyskusja nad sprawami technicznymi, a chyba o technice właśnie miało nie być.

Jak pisać o książce, która, owszem, w latach 60. idealnie wpisała się w debatę o rasizmie, ale obecnie mówi o rzeczach, które przyjmujemy jako oczywiste? Z drugiej strony, czy ta oczywistość zmieniła cokolwiek w skali społeczeństwa? Chciałabym móc powiedzieć, że popołudniowych herbatek nie uświetniają już złote myśli w stylu wypowiedzi Dobrej Chrześcijanki Pani Merriweather, jednak sama przestałam już reagować na wszystkie antysemickie komentarze  padające z ust członków mojej rodziny. Czy ten brak reakcji – ba, czasem nawet jakiś głupawy uśmieszek  – nie jest takim samym złem jak wypowiadanie tych idiotyzmów? Czy to zmęczenie ciągłym  powtarzaniem “hej,  wiesz, że to co właśnie powiedziałeś jest strasznie rasistowskie? w obliczu niczym niezmąconego “no i co z tego? jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla poddania sprawy?

Chciałabym powiedzieć, że nie wiem, ale wiem, i wcale nie jestem z tego powodu szczęśliwa.

Damn, a miało być całkiem o czymś innym.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s